Tagi świadectwa zbrodni

1 posta

Wspomnienia wojenne Mateusza Storoniańskiego 1939, cz. 1

Wspomnienia wojenne Mateusza Storoniańskiego 1939, cz. 1

Niniejszym prezentuję Wam część swojej pracy dyplomowej, która polegała na poddaniu edycji naukowej wspomnień wojennych spisanych przez Mateusza Storoniańskiego (ur. 1918-1997) w 1973 roku. Żołnierz, więzień sowieckich łagrów, następnie czołgista w Armii Andersa, odznaczony Orderem Odrodzenia Polski i Krzyżem Walecznych. Przede wszystkim jednak wielki człowiek i patriota, który z pokorą i uśmiechem znosił to, co dla nas dzisiejszych wydaje się nieprawdopodobne. Wraz z postępującym kalendarium 80 rocznicy wybuchu wojny światowej, będę stopniowo udostępniać Wam kilka fragmentów jego pamiętnika, który niech będzie dla nas, zgodnie z intencją autora, „uczuleniem i przestrogą”.

 

M. Storoniański, Wspomnienia wojenne, wycinek 1

 

Wiosną 1939 roku stawiłem się jako poborowy przed Komisją Wojskową we Lwowie, gdzie
wówczas mieszkałem, i z racji mego zawodu mechanika pojazdów, zostałem przydzielony do 6.
Pułku Pancernego w tym mieście przy ulicy Janowskiej. Uczęszczałem jeszcze do Szkoły Technicznej przy Snopkowskiej. Gdzie między innymi przedmiotami było poznawanie broni palnej i strzelanie. Nasi wykładowcy dopingowali nas w tej sztuce bo mówili, że miesiące są policzone kiedy trzeba będzie dobrze celować aby nie zostać zabitym – wojna wisi na włosku. Prasa też nas przygotowywała na taką ewentualność, choćby przez opisywanie w prasie wędrówek dyplomatów państw zachodnich w różne części naszego globu, w celu zażegnania lub opóźnienia wybuchu wojny.
Szalę przeważyło podpisanie przez Rosjan paktu o nieagresji i współpracy z hitlerowskimi
Niemcami i… „stało się”.

W piątek 1 września 1939 roku w godzinach przedpołudniowych spadły w okolicy dworca
głównego we Lwowie pierwsze bomby i zburzyły sporą ilość domów, zabijając i raniąc ich mieszkańców.
Gdy nastąpił najazd „hitlerowskich hord” na nasz kraj, dużo młodych ludzi chętnych do
obrony swej Ojczyzny nie otrzymało wezwania do wojska. Ja z dużą grupą swoich kolegów, zgłosiłem się na ochotnika do wyżej wymienionej jednostki. Na miejscu okazało się, że wojsko ze sprzętem już jest w terenie i bierze udział w walce.
Wieści były niepomyślne, bo napastnik zastosował niekonwencjonalną taktykę wojenną i
miał przygniatającą przewagę w sprzęcie motorowym i lotnictwie. Z trudem dostaliśmy się do budynku gdzie mieściła się kancelaria. Przed wejściem do tej „jaskini lwa” stało dwóch oficerów i paru podoficerów, którzy obserwowali ćwiczenia swych podwładnych.
Zaintrygowała ich nasza duża grupa w cywilnych ubraniach. Skoczył na nas „z pyskiem”
starszy sierżant:
– Co wy tu robicie, kto was wpuścił na teren koszar? Rozstrzelać tych nieuków na bramie!
Kapitan go uspokoił, a nas zapytał po co tu wtargnęliśmy, po chwili namysłu, najbardziej z
nas elokwentny Tomek Mroczek – syn majora 14. Pułku Kawalerii, wyrecytował im nasze intencje zjawienia się tutaj.
Po wysłuchaniu naszego kolegi włączył się starszy sierżant i wspólnie z kapitanem, starali
się nam wyperswadować patriotyczny cel, ale nasz entuzjazm i optymizm przełamał opór tych panów.
Gdy oświadczyliśmy, że przeszkolenie PW mamy wszyscy ze szkoły, a jakieś stare umundurowanie i pukawka znajdzie się w magazynie. Najbardziej przekonujące było to, [że] znamy doskonale miasto i dalekie peryferie, możemy być potrzebni w ewentualnej obronie miasta, oraz przy drużynach łączności.
Nasi decydenci kazali nam czekać, a sami poszli do biura. Po chwili wyszedł starszy sierżant – ten który nas „objechał” – okazało się, że on jest szefem tej jednostki. Zawołał służbowego i rozkazał mu wezwać dwóch dowódców plutonu, wymienił ich nazwiska, gdy się oni zameldowali szefowi ten przydzielił nas po piętnastu na pluton i rozkazał tym „małym wodzom” rozdzielić nas po trzech na drużynę i pobrać z magazynu jakie można umundurowanie i uzbrojenie. Z miejsca zaczęliśmy bawić się w wojsko i w obowiązującym szyku maszerowaliśmy do „Sezamu”. Trudno było tam skompletować mundur, ale najważniejsze z tych sortów – była bluza wojskowa, pas i czapka, a spodni ani obuwia nawet nie szukaliśmy, bo mieliśmy swoje.

***

Za udostępnienie maszynopisu dziękuję rodzinie autora, w szczególności zaś Michałowi Łagunionokowi a.k.a. ŁAGU 5!