Tagi przetwór

9 postów

ŁDZ toczas dla nas. PART 1

ŁDZ to czas dla nas. PART 1

Obudziłem się w moim mieszkaniu, które nie jest moje (bo je tylko wynajmuję), lecz czuję się tu względnie dobrze. Dobrze jeszcze przez 10 dni, bo wtedy znów przeprowadzka, wyjazdy, elo Warszawa! elo Bałtyk! taki los prekariatu, że się nosi co rok ze starymi gratami i nowymi zamiarami, które może wyrosną, a może zarosną je chwasty.

W pokoju panuje rozgardiasz: torba uber eats, rower, biurko, szklanko-gacie, stosy książek i pamiątek po wiedźmo-księżniczkach.

Telefon dzwoni:

– Kocie to dziś. W końcu dziś.
– Nie jadę.
– Jak to?
– To nie dla mnie. Zostaję stolarzem.
– Przestań się wygłupiać. Zakładaj buty i widzimy się na Wschodnim. Ja się jeszcze muszę umalować. Pa.

Sprzeciwiałem się wezwaniu, lecz nie miałem wyboru. Kasia odwróciłaby się ode mnie, gdybym teraz zawiódł ją po raz kolejny. Oczywiście zamierzałem jechać, ale chciałem sprawdzić jak zareaguje na moje droczenie się, czy weźmnie mnie na serio.

Nie wzięła.

Próby prasowania koszuli od razu zarzuciłem, przypomniawszy sobie, że deska do prasowania, a właściwie jej nogi pękły pod ciężarem Weroniki, która z deski chciała mieć krzesło. Jak trzeba być nieroztropnie pijanym i łaknącym wyzwolenia, ażeby siadać na desce! I to jeszcze kobieta. Dziś nie potrafią, ani prasować, ani gotować, ani…

Ale już nie marudzę, bo zegar wybija 6:20, woda prysznicowa stopni 20 – co najwyżej, orzeźwia, poprawia krążenie, wygładza cerę, wkurwia mnie; wyskakuję, look w lustro dumny, w tył zaczeska i na goleska się wybijam jak antyczny pomnik na piedestał.

– Brunon?
– o, hej, Paula, o sorry, wiesz, brałem prysznic zimny, o, no..

Dziewczyna współlokatora. Jedna z trzech. Kurwa i akurat teraz wyjść musiała, kiedy moja pa… męskość przypomina raczej chłopięcość (to przez zimny prysznic!).

6:27, pociąg, odjazd za 22 minuty. Zgarniam z łóżka byle ciuchy, śniadania nie jadam, dobra typie, zbieraj się! tam rozmowa życia czeka cię!

6:33 – wezmę rower, jestem gotów, telefon jeszcze… gdzie… okej. Dobra, wybita. Kurde, brak klucza… 6:37 – dwanaście minut. 6:38 kurde, gdzie on jest…

– Damian! Wchodzę!
Wchodzę do pokoju współlokatora, Paula już na właściwych sobie torach, czyli na nim, wow, teraz dostrzegam, w górę i w dół, w górę i w dół, za co ją tak… kocha.

– Człowiekiem jestem! – krzyczę – i nic co ludzkie nie jest obce mi!
– Kurwa, Brunon, puka się!
– No właśnie widzę, ale ja muszę wyjść! Wychodzę tarasem, zamknijcie za mną. Paula wiesz, to naprawdę była zimna woda… dobrego dnia! pa!

Dobiegam pędem na stację Veturillo, wypożyczam rower z ruchomą w pionie kierownicą, wrzucam bieg trzeci i pędzę pośród praskich kamienic na pociąg do Łodzi, który odjedzie za 7 minut z Dworca Wschodniego.

***

Część druga już za tydzień. Wypatruj i śledź mnie na instagramie i fejsie!

 

ALEJE 44 odc. 2

odcinek 1 przeczytasz tu: https://czarnykajet.wordpress.com/2017/08/15/aleje-44-odc-1/

ALEJE 44 odc. 2

… nawet gdy są złe to się budzisz,

możesz w nich kochać lub mordować ludzi,

krzywe odbicie w witrynie twego ducha,

są twoje, tajne, niejawne jak życie,

tu wszystko dzieje się naprawdę

 

Zbudował wokół siebie wały, z przedmiotów błahych, błyszczących tanią elegancją. Uszczelnił wszystko zwitkami banknotów i drobnym bilonem. Choć nie przesadzajmy, nie było tego tak wiele by zamatować conocne przypływy świadomości. Po prostu trochę szmelcu do zdmuchnięcia jednym porządnym przypływem. Lecz wtedy wydawało mu się, że ten worek z piaskiem może się równać z wałem co najmniej Zawadowskim, tamą Hoovera, kurwa mać. Mordo, jakże mogłeś być tak naiwny, co?

Stary, wiesz jak jest. Doświadczenie, świadomość przychodzą z czasem.

A co to jest ta cała „świadomość” powiesz mi? Jednego dnia wydaje ci się, że ją masz, drugiego też a po latach cofasz się pamięcią do miejsc i zdarzeń, w których uczestniczyłeś. W których „świadomość” tamtejsza była jednym wielkim fałszem, ułuda. Jakże człowiek może aspirować do miana świadomego, gdy ma tylko dwoje oczu, uszu i jedną głowę, w obliczu oczu, uszu i głów miliardów. Czego możemy być pewni, to „podświadomość”, ta ukazała Ci się wtedy w pełni, co?

O człowieku, co Ty możesz o tym wiedzieć?

JA WIEM. Jak się wstydzisz to mogę sam im zrelacjonować..

O nie, nie tego jeszcze brakuje byś moje życie relacjonował, ty spoza tego świata. Zagarniał MOJE kurwa historie. Idź, sam żyj, sam rób i kolekcjonuj własne. Dobra, słuchajcie to było tak:

Odebrałem TO, choć nie pamiętam skąd, nie pamiętam od kogo. Bo jest tylko tu. Spękane połacie kwadratowych płyt, skanseny mokotowskie Warszawy lat ’90 oprószone blachą falistą, co wyrosła pod słońcem na kształt budek z warzywami, też zresztą blaszanymi. Bar „Sai-gon”, pasmanteria i zegarmistrz, do tego „Tanio i modnie”, epicentrum warszawskiej bazarowości, rytuał odtwarzany wedle jednego wzorca, odtwarza tę samą rzeczywistość niezależnie od miejsca. Ale obczajcie to: idę i psy (znaczy policja) wyrastają spod ziemi i rozpoczynają interwencję wobec starowniki siwej, co do emerytury dorabia czosnku sprzedażą. Nierozsądnie byłoby się  w tym momencie zbliżać, lecz to robię na przekór zasadom zdrowego rozsądku i na przekór systemowi, tak sobie myślę wtedy.

Wydałem się podejrzany najwyraźniej w swoim bezciele, więc dwóch z pięciu co tę staruszkę spisywało podbija teraz do mnie, w celu dokonania rewizji osobistej. Mokry pot na czole, lecz oczywiście panowie, bądźcie gośćmi moich kieszeni! Tu trzymam papierki po gumach, tu stary mandat, o! Tu wyjątkowa kolekcja porozrzucanych zapałek (macie może szluga?), oh a tu już zbliżamy się do mojego centrum zarządzania. Oczywiście, że pokażę, nie mam nic do ukrycia, kartę miejską z emblematem PRAWDZIWEGO WARSZAWIAKA (panowie też z Warszawy?) doładowana! i 50 złotych. Telefon? Po co telefon? Tam jest budka jak pan policjant chce zadzwonić. Wy to naprawdę nie macie co robić, prawdziwi przestępcy kryją się po kuluarach, nie na bazarach! O! To wszystko? Nie kradziony? No co pan powie! A kupowałem od ruskich, tu na rogu. Dziękuję (chuj wam w dupy). Dowidzenia.

Udało się! Kurwa znowu się udało, lecz niejasne przeczucia każą mi skitrać towar gdzieś, daleko. Może pod kamieniem, jak siekierę chował Roskolnikov? Niee, zbyt oklepane. Za to ten śmietnik z braku laku będzie idealny. Wyjmuję więc grube zawiniątko z bokserek (ulga) i kitram, nie wiem jak. I tu nagła inspiracja, doświadczeń życiowych złożona konstelacja, przypomina się Morrowind i jedna z  pierwszych misji, gdzie celem było śledzenie elfa, żeby przyuważyć jego skrytkę. Typ się nie oglądał więc ją wyhaczyłem, zgarnąłem expy i golda, jak się okazuje teraz, również cenną naukę by się oglądać przez ramię jak coś chowam. Czynię to więc niezwłocznie i oto przyuważam osobnika co mi się przygląda z niedalekiej oddali. Ha! busted lamusie! Jakby samo zauważenie miało sprawić, że zniknie, że przegrał misję i musi wrócić na start, nie pobierając 200 złotych. Niewzruszony kończę kitrać i odchodzę…

Dlaczego by nie wrócić do tych policjantów, myślę? Teraz? Czysty? W obronie polsiej przedsiębiorczości, kupić narodowy czosnek. Wow! Zajebisty pomysł, poklepałbym się po plecach trzecią ręką, gdybym mógł. Tym razem afera jednak jest większa. Staruszka zawijana już do suki pod zarzutem narażenia skarbu państwa na znaczne straty finansowe. Łapanka miejscowej ludności, prześladowania etniczne – Polacy Polaków tu gnębią. I oto bum! Odkrycie jak malowidła z groty Chauveta, bo u typka niewiadomego mi pochodzenia znajdują woreczek wielkości pięści NAJPRAWDZIWSZEGO CZARNEGO KOKSU. Tyle towaru w gaciach a typ się buja po mieście jakby szedł po bułki albo udawał gwiazdę porno. W tej chwili oczy wszystkich zwracają się na mnie. (co jest kurwa). Pan Tadeusz? Przecież on już nie żyje, odpowiadam. Nie, chodzi o CIEBIE, ripostuje pies. O kurwa, no ja no i co (towar w śmietniku).

Znaleźliśmy u tego pana (wskazuje na tego lamusa) narkotyki. Ponieważ to są pana spodnie, musimy pana aresztować – oświadcza z grobową miną.

Kurwa co? Typ ma rzekomo „moje spodnie” więc to MNIE aresztujecie? – niedowierzam ciągle.

Dokładnie tak, zapraszam z nami.

Kolejne co pamiętam to areszt. Zimna, kraciasta cela i te uczucie rażącej niesprawiedliwości jakie mnie dotknęło. Farsa! „Moje spodnie” kurwa mać! Na szczęście zaraz proces ruszy i wszystko się wyjaśni. Szkoda tylko tego towaru w śmietniku, pewnie ktoś go już zawinął. Ja pierdole.

Przychodzi strażnik i otwiera kratę. Nagle przenosimy się w przestrzeń śnieżnokremową, gdzie nie ma wymiarów, ścian, podłóg, odległości. Widzę go, stoi  parę długości ode mnie, wąs kryje się pod niebieską czapką.

Panie Tadeuszu, niniejszym, w dniu dzisiejszym skazujemy pana na śmierć przez powieszenie za wprowadzenie na rynek znacznej ilości środków odurzających. – oświadcza, z twarzą przenikliwie smutną.

Nie wierzę w to co słyszę! Jak to na śmierć? – pytam. Przecież nie było żadnego procesu, sądu, nic. Jestem niewinny! – zaczynam tracić nad sobą kontrolę. Chcę uciekać ale nie ma dokąd. Cały świat to jedna, wielka, śnieżno kremowa pustka.

Wiem, że nie było. – odpowiada posmutniały, solidaryzujący się strażnik. – Zapraszam za mną.

Nie zgadzam się! Proszę, nie! – w tym momencie, gdy zdałem sobie sprawę z nieuchronności kary, niby nie zawinionej lecz jakby sprawiedliwej, zaczynają mi wypadać zęby. Widzę je w krwi na swoich jasnych dłoniach. Zaczynam seplenić swą ostatnią mowę obronną Sokratejską, zęby wypadają jeden po drugim. Krew ścieka mi przez poranione palce.

BUDZĘ SIĘ.

Sięgam po szklankę wody ze stołu, przy okazji znajdując kolczyk blondi co mnie opuściła kilka godzin temu. Bez blanta dziś nie zasnę.

 

 

 

PRO8L3M – HACK3D By GHO5T 2.0 – RECENZJA

twój gł0śnik zo5tał zainf3kowany

Wbijasz na instagrama, tablicę ci zalała czarna plama, ciągi liter i cyfr: HACK3D By GHOST – profil PRO8L3M. Czyżby zhakowani? Niemożliwe raczej, ale media łykają, nagłówki: „Czy PRO8L3M padł ofiarą hakerów?”. Nie. Ale wasz głośnik – już tak.

cll

Kilka dni później duet ogłasza wydanie nowej EP-ki. Krótka, zawierająca pięć numerów płyta, rozchodzi się (jak zwykle) w ciągu kilku godzin. I nie ma w Polsce nikogo jak tych dwóch, kto by w jednym rzucie wyprzedawał całe nakłady. Dlaczego?

O to należałoby zapytać socjologów, bo na pierwszy rzut oka nic nie wskazuje, że undergroundowy rap, bez wsparcia dużej wytwórni może przyciągnąć do siebie zarówno chłopaków z osiedli jak i panie pracujące w reklamowym korpo.

PRO8L3M jest konsekwentny, nierozwiązywalny, przewlekły: muzycznie i wizerunkowo. W GHO5T 2.0 odbiorca znów zostaje wciągnięty w grę i zagadkę, którą rozwiązać może dopiero w dniu premiery.

Tym razem nie jest to intryga na miarę LP „PRO8L3M” – płyty w jakiś sposób koncepcyjnej, której kolejne numery składały się na określoną historię, całość. Najnowszy projekt duetu spaja natomiast motyw cyberprzestrzeni. Utwory stanowią kontynuację i rozwinięcie wątków, które pojawiały się na poprzednich krążkach duetu.

I tak „2#17” można potraktować jako swoiste rozwinięcie singla „2040”, w którym Oskar kreślił świat przyszłości rodem z „Łowcy androidów”. Dziś jest 2017 i ten świat nadszedł już. Nie ma jeszcze latających aut i biomechanicznych dłoni, ale jest życie – całe podłączone i uzależnione od sieci, pełne dobrodziejstw („Makijaż”) ale i niebezpieczeństw. Oskar jest mistrzem w kreśleniu czarnych scenariuszy, historii dosadnych, które mieści w dwóch, trzech wersach:

Nikt nie robi portfela, ani też tirów
Sprawdź konto bankowe, zbierałeś całe życie
Ta akcja trwała pięć minut

Refren przypomina ten z „2040”
„Chciałeś to masz, nawet jak byłeś przeciwko” vs.  „Możesz zaakceptować lub się zgodzić”

Twierdzić jednak, że to kawałki o tym samym, byłoby grubym nieporozumieniem. To spojrzenie na świat wielkich korporacji: katastroficzne i pozbawione złudzeń cechuje PRO8L3M już od numeru „Opowieść o tobie”.

A dalej, trochę więcej luzu i uśmiechu (choć nie bez goryczki): „Makijaż”. Tu się załącza „Tori Black” i „VHS”. Oskar wciąż lubi „duże dupy i płaskie brzuchy”, ale teraz zgarnia je już z tindera, nie z zakrapianych domówek. Kto nigdy nie szukał „miłości” w internecie, niech pierwszy rzuci smartfonem!

To jest jak dyskont, tanio i szybko, jest prawie wszystko

No i te flow, raper nie śpiewa, ale rymuje całą zwrotkę na -ule, -ure, co nadaje kawałkowi niepodrabialny, nonszalancki klimat.

Płynnie się te wątki „internetowe” łączą i przenikają, ukazując realny wpływ technologii na nasze życie – także w najintymniejszych strefach.

W „World Wide Web” dostajemy bit, który można określić jednym mianem: Steez. Syntezatory, świetnie budowane przyspieszenia, w tle jak refren dubstepowe mruknięcia. Oskar też daje to co najlepsze budując spójny, złożony storytelling o dniu, w którym sieć została odłączona.

Stałem cały w szarym dymie a obok mnie jakiś dureń recytował Biblię
Z gruzów budynku strażacy wyciągali ludzi ktoś zawodził płaczliwie

Następnie: „Michael De Santa” – czyli bohater GTA V (a więc także świata cybernetycznego) staje się inspiracją dla kawałka. A tam już „kasyna o świcie i M2 w kredycie” – jedyny moment, w którym Oskar wyraża dystans do tego co opisuje.

Podczas gdy niektórzy młodzi, polscy raperzy, nawijają bez skrępowania (i chyba z wiarą) o hajsie, furach i koksie, mieszkając z mamą, Oskar w wybranej przez siebie konwencji ograniczać się nie musi. Kreuje i używa głosu bohaterów, podobnie jak w „Dr Melfi” buduje obrazy zaczerpnięte z najlepszych lat, pełnego koksu Miami.

Ostatni, tytułowy numer a więc „HACK3D By GHO5T 2.0” to zdecydowane nawiązanie do singla „Heat”. Tu raper zręcznie posługuje się apostrofą „Kochał” opierając na niej cały kawałek. Wątek inwigilacji jest mocno zaznaczony w intrze.

Kochał gwałty, takie na żarty, kochał napady, raczej dla frajdy
Kochał karty, konie, charty i kochał układy z nazwiskami z gazet na pierwszych stronach otwartych

Reasumując: nowa EP-ka PRO8L3MU to projekt spójny i świeży. Oskar z każdą kolejną płytą oddala się od osiedlowych narracji i własnego życia, na rzecz snucia historii wyobrażonych, wciąż jednak brudnych i niepokojących. Wychodzi mu to jak zwykle przejmująco i autentycznie.

Jest na płycie parę lirycznych zgrzytów typu „było wilgotno / krzyczała „mordo” ” albo „dnia drugiego wyszłem z domu”. Brakuje też sztandarowego bangera typu „STÓWA” lub „Molly”. Pięć numerów to też nieco mało – nawet jak na EP.

PRO8L3M jednak ciągle w jak najlepszej formie – lirycznej, muzycznej, klimatycznej. Wyczekuję kolejnych infekcji.

OCENA: 8/10

foty: www.pro8l3m.pl

 

Wiersze o butach

Butność

Nie powinno się
zakładać
nogi na nogę

Nie powinno się
celować
podeszwą w bliźniego

Jak tu wyrazić
nonszalancję
i bezczelność
kiedy się ma ochotę
a kiedy się ma też
dziury w podeszwach?

Dziury

W dwóch parach butów, które posiadam, zieją dwie dziury. W lewym najku podeszwa przy palcach dziurawa. W prawym etniesie otwór przy pięcie. Wymaga to stosowania specjalnych technik maskujących; więc gdy najki to prawą nogę zakładam na lewą, przy etniesach odwrotnie. Tylko w wysokiej trawie jestem bezpieczny przed wzrokiem tych co szukają dziury w (nie)całym.

Sadownictwo wyczynowe

automatyduze-1.jpg

tekst pierwotnie wydrukowany w magazynie „UW/AŻAJ” tom 3 nr 1 ISSN 2300-1720

autor: Piotr Sarmini, fotografie: Łukasz Łuciuk www.lukaszluciuk.pl
***

Wysiadam z nocnego autobusu i kieruję się do pobliskiego 24h po cygaretkę – sprzedają je tam na sztuki. Wokół sklepu tłoczno, pijackie zamieszanie, czekam cierpliwie na otwarcie okienka. Otwarto. – Setkę cytrynówki proszę – wpycha się przede mnie 40-letni mężczyzna. – Widzę, że bardzo się panu spieszy – zwracam się do niego z pewną ironią.
– Przepraszam bardzo, my tam na automatach gramy, i wie pan, nie ma czasu, papierosem mogę poczęstować.-  W sumie i tak miałem kupić, dzięki, powodzenia. – Nie dziękuję!

Wszystkie wydarzenia przedstawione w niniejszym artykule są oparte na faktach a postaci autentyczne. Przedstawione miejsca i personalia zostały zmienione. Rozmowy pochodzą z nagrań dyktafonowych realizowanych w końcu grudnia i na początku roku 2016; większość z nich pozostawiono w oryginalnej formie.

Czereśnie

Zgodnie z ustawą z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych ostatnie automaty miały zniknąć z polskich ulic wraz z początkiem 2015 roku. Stoją jednak dalej. Zdania na ich temat są podzielone, sami gracze zdają się być zdezorientowani. Właściciele salonów mówić nie chcą, pracownicy niechętnie. Ludzi gra coraz więcej, a więc kary warto płacić – te finansowe. Z konsekwencjai społecznymi nikt się na razie nie liczy. Ale to wolny kraj, Pan Jerzy – pracownik salonu na warszawskim Mokotowie (sam siebie określa jako „konserwatywnego libertyna”) mówi: „nikt do gry nikogo nie zmusza”.

Wchodzimy z Łukaszem do piwnicznej klitki, w której niegdyś mieścił się warzywniak. Na drzwiach pozostawiono część dawnej okleiny – winograna, banany, jabłka zawieszone w białym tle. Właściciel komponując ten współczesny vanitas, świadomie czy nie, wykazał się przewrotnym humorem. Na obrotowych rolkach maszyn królują przecież motywy owoców. W środku niebiesko od papierosowego dymu, dwóch graczy i pracownik nie zwracają na nas większej uwagi, choć znać od razu, że przyszli amatorzy. Gdzie to się wrzuca? Całkiem incognito piątka ląduje w maszynie, wybieramy grę, nieśmiałe poklikiwania. Zagaduję mężczyznę siedzącego obok:

automatyduze-3.jpg

Pan często gra?

Od czasu do czasu.

Ile najwięcej się zdarzyło wygrać?

O panie! Chyba ile przegrać, hehe.

Żona co na to?

Goni, goni mnie. Słuchajcie to jest narkotyk, gorsze od gorzały.

Jakby zamknęli automaty?

To bym nie grał, zdarzało się czasem sporo przegrać.

Ma pan szczęście?

No… raczej nie.

Po kasynach pan czasem chodzi czy głównie stacjonarnie pod monopolem?

Nie, to nie dla mnie, na to trzeba mieć, wie pan..

Banany

Spotykam się ze znajomym, studentem ekonomii na jednej z prywatnych, warszawskich uczelni. Zajeżdża na parking kilkuletnim, błyszczącym BMW.

Kiedy ostatnio grałeś na automatach?

Antek: Nigdy w to za dużo nie grałem. Wolę  sobie pograć z krupierem, pogadać, a nie jak ten cep zahipnotyzowany.

Często chodzicie do kasyna?

Moi znajomi w sumie dużo nie grają, jest tylko jedna jednostka, która się jakoś szczególnie odznacza. Ja tak z chłopakami, ogólnie z mojej uczelni, chodzimy do kasyna rzadko, może trzy, cztery razy byliśmy. Raz wpadli na genialny pomysł, że będą liczyć karty. Ograją kasyno. Każdy miał wejść dyszką, maks  dwoma dyszkami, żeby ograć kasyno. W końcu każdy przegrał pięć dyszek i byli i tak w dupę.  Ale powiem szczerze, jak się naoglądałem jakie sumy ludzie przegrywają to to co przegrywam ja czy moi koledzy to są śmieszne pieniądze, żadne pieniądze.

Jak się przegrywa poważne pieniądze?

Pan Andrzej to jest taka postać jaką spotkaliśmy jakiś czas temu. Typka poznaliśmy w Prymasie (kasyno w Pałacu Prymasowskim), graliśmy w ruletkę,  kelnerka nie chciała dać nam drinków, no to się Andrzej spruł: „dlaczego nie chcesz dać moim kolegom drinka?!”. My zdziwieni, nie wiemy o co chodzi bo widzimy go pierwszy raz. Okazało się, że on tam dużo pieniędzy przegrywał, najwięcej przepierdolił 200 000 w jedną noc, ale ma chociaż kartę VIP. Postawił nam te drinki. Sam podchodził do nas, gadał, facet naprawdę z kasą. Co mnie najbardziej zdziwiło jak kiedyś go spotkaliśmy z jego synkiem nawąchanym, który jest młodszy od nas. Był tak naćpany, że latał tylko po tej ruletce. Stoły są tak ustawione, że można chodzić dookoła nich, grał równolegle na czterech stołach. Za każdym razem jak wygrał darł się: „Tato, tato, wygrałem!”. Andrzej zbijał z nim piątki i mówił, „dobrze synek, wygrałeś pieniążki”. Takie wiesz, sceny śmieszne, chociaż trochę przykre.

Ty masz jakieś limity? Wygranej i przegranej?

Jak ja chodzę do kasyna i mam sto procent profitu to mówię sobie: super, dziękuję wychodzę. Wrzucam 5 dych, mam stówe i jestem zadowolony. Przecież wiadomo, ze z 5 dych nie zrobię 5 milionów, nie kupię se jahtu i nie będę palił grama na Copacabana. Panowie, z czym do ludzi?

Rozmawiamy jeszcze chwilę i wracamy na parking. Antoni wiele wiedział o kasynach i miał tyleż ciekawych historii, ale mnie najbardziej interesowały maszyny – te hipnotyzujące rolki, które co dzień, dwadzieścia cztery godziny na dobę otwarte wabią przechodniów złudną pieśnią brzdęku monet. Na czym polega ich fenomen? Zakapturzone postaci, które próbuję zagaić w kolejnych przedmieściach Las Vegas nie są zbyt rozmowne. Jeśli mówią to nie na temat, lub krótkimi, zdawkowymi zdaniami:

automatyduze-5.jpg

Ile pan najwięcej wygrał?

<niezrozumiałe>

A teraz?

Teraz w plecy.

Dużo ludzi gra?

Coraz więcej, młodzi, starzy, kobiety, wszyscy grają. To jest jak seks, raz spróbujesz i chcesz więcej.

Często panowie gracie? 

Za często.

Ktoś się dorobił kiedyś?

Taa.. w banku kredytu. <śmiech>

 W trakcie naszej rozmowy zakapturzony mężczyna przegrywa 50 złotych. Z kieszeni lekko przybrudzonych jeansów, wyjmuje kolejnego Kazimierza Wielkiego i wsuwa do maszyny.

Chce się odzyskać to co się straciło. To jest najgorsze. Chcesz odejść a masz wrażenie, że ktoś wejdzie i weźmie twoje.

Rozmowa jest skończona, wciąż wiadomo niewiele. Eureka! Są znajomi, są przyjaciele.

Jak śliwka w kompot 

Jest jeden, który szczególnie często walczył z jednorękimi bandytami. Dzwonię do Brunona. Kolejnego dnia spotykamy się wieczorem w jednej z podwarszawskich miejscowości. Papierosy zamienił na e-fajka. Nowy rok? Postanowienia? – pytam. Chcę zmienić swoje życie P. – odpowiada. Ruszamy na spacer po zaniedbanych przedmieściach. Tuż przy stacji kolejowej stoją pierwsze maszyny w czerwonym, małym pokoiku wypełnionym kartonami. Neon 24 h, obok sklep monopolowy. Na razie pustki.

Brunon: Tutaj się campią menele, żeby od ewentualnego wygranego te pięć złotych na browar czy na cokolwiek zgarnąć. Jest to smutny widok.

Kiedy zacząłeś grać na automatach?

Brunon: Moje liceum mieściło się przy Galerii Mokotów, chodziliśmy tam na zakupy, po jakąś szamkę. Pewnego dnia zauważyłem wielki, świecący obiekt – okazało się, że są tam maszyny. Spodobała mi się ta zabawa.  Na początku wrzucałem pięć, dziesięć złotych, oby wygrać dyszkę – zawsze dwa czizy więcej. Jak wiadomo apetyt rośnie w miarę jedzenia. Z czasem kwoty robiły się coraz większe, zarówno wygrane jak i przegrane.

Dużo osób z liceum grało? To było spore zjawisko czy raczej marginalne?

Myślę, że marginalne. Mnie zachęciła czyjaś duża wygrana, tak? Kiedy widzisz, że ktoś z pięćdziesięciu złotych wygrywa trzy stówy to myślisz: „ja też to mogę zrobić”. Tylko trzeba sobie przyznać, że wygrywa może jeden na pięćdziesięciu a reszta tak naprawdę składa się na jego wygraną. Szczęśliwy jest jeden, 49 osób jest wkurwionych i bez pieniędzy. A i ten jeden wkrótce do nich dołączy. Widziałem osoby, które potrafiły w ciągu godziny wrzucić do maszyny dziesięć tysięcy złotych po czym pójśc gdzieś i wrócić  z pięcioma tysiącami pożyczonymi. Także problem może przybrać dużą skalę.

Odkuwały się?

Kiedy już wychodzisz i chcesz odzyskać pieniądze to jest niemożliwe ponieważ, jak się idzie żeby wygrać to zazwyczaj się przegrywa. Trzeba iść żeby przegrać i najwyżej pozytywnie zaskoczyć się wygraną, tak mi się wydaje, to jest bezpieczniejsze dla psychiki i dla portfela. Chodź, pokażę ci jak w to się gra – na potrzeby atrykułu.

Wchodzimy do jednej z przydrożnych budek. Brunon wsuwa 10 złotych do maszyny.

Popadałeś w konflikty z rodziną przez hazard?

Zdarzało mi się podbierać pieniądze po pijaku żeby się odegrać. Po alkoholu te przegrane były największe. Po pierwsze strata trzeźwości i brak pomyślunku o jutrze ma na to wpływ. Po drugie podpity wracasz do domu i chcesz się odegrać. Zdarzało mi się po dwa razy, żeby jeszcze próbować. Przegrywałem dwieście złotych, potem brałem pięćdziesiąt, potem brałem nawet ostatnie dziesięć, żeby jeszcze może ta maszyna dala, tak. To było pod koniec okresu kiedy stwierdziłem, że trzeba z tym skończyć.

Kiedy pomyślałeś, że możesz być uzależniony od hazardu?
Kiedy grywałem prawie codziennie. Zdarzało mi się polecieć na przerwie do centrum handlowego, między lekcjami, wrzucić dyszkę czy dwadzieścia. Zdarzało mi się na piętnastominutowej przerwie przegrać 2 stówy, kiedy były to moje pieniądze na szamę na cały tydzień.

Po kilku minutach gry, dziesiątka urosła do dwudziestu złotych. Prosimy o wypłatę i wychodzimy.

Ile najwięcej wygrałeś?

To była 22.00, byłem strasznie pijany. Wrzuciłem stówę, przegrałem stówę. Została mi ostatnia stówa, z tej stówy zrobiłem tysiąc siedemset złotych, to było około 23.00. O 6.00 rano nie miałem na szlugi. Trzeba zauważyć, że jeśli zarobimy pieniądze ciężką pracą, nawet te 1600 to wiemy, że przepracowaliśmy 160 godzin żeby te pieniądze uzyskać. W przypadku maszyn, kiedy ze stu złotych w piętnaście minut zrobimy tysiąc zupełnie inaczej je traktujemy, łatwiej się je wydaje i dużo głupiej. Hajs z maszyny nie ma takiej samej wartości, ponieważ nieroztropnie go wydajemy.

Co najgorszego widziałeś na automatach?

Widziałem faceta, który tyle przegrał tyle, że rozpierdolił automat na którym grał, rozpierdolił sobie rękę. Zgarnęły go stamtąd psy ponieważ był tak pijany, że ciężko mu się było zawinąć.

Spacerując natrafiamy na znajomego Brunona, Maćka. Chłopak wciąż gra i wykazuje się znacznie większym entuzjamem, mówi wprost: „kocham automaty!”

Od kiedy grasz?

Od 18 roku życia (obecnie Maciek kończy 23 lata). No, zacząłem wtedy. Najpierw z zielskiem się zaczęło, a później skończyłem z zielskiem to zacząłem grać.

Masz jakąś strategię na grę?

Wiem kiedy skończyć po prostu. Jak widzę, że mi schodzi o dwie, trzy dychy to zakańczam gre. A jak widzę, że wzrasta, jest na przykład 250, 260, 270 i tak dalej to już gram dalej. Jak dochodzi do 290 to wyciągam. To jest najlepsze rozwiązanie. Nic więcej.

Mój kolega cztery tysiące przegrał, więc wiem jak to jest. Sąsiad samochód przegrał, więc trochę jest tego. Ale samochód to wiesz, samochód to samochód. Przegrać dwieście złotych, dla mnie to jest akurat dużo, wiem co mogę sobie kupić za te dwieście złotych. Jak samochody przegrywają albo takie pierdoły to trochę jest. Jak dla mnie. Jak dla nich to niby nic.

Pamiętasz jak Czester, wiesz z 25 euro zrobił 2 i pół koła euro, w kasynie internetowym. I też przepierdolił wszystko.

Brunon: Pisałem z nim wtedy. Wyciągaj. „mam tysiąc, mam dwa”. Wyciągaj, wyciągaj, wyciągaj! Ile ci zostało? – Nic.

Chłopak wpłacił 25 euro i w godzinę zrobił 2500 tysiące euro, ze stu złotych, dziesięc tysięcy przez godzinę klikając na black jacku. Coś nieprawdopodobnego. I tak przepierdolił, bo przecież zaraz da więcej. Przebicie kapitału o sto razy to za mało jak widać, więc chyba nie ma tego limitu, który satysfakcjonuje.

Maciek : Na pewno jak grać to na trzeźwo

Brunon: O tak, nigdy nie iść do kasyna po pijaku, to jest totalnie bez sensu.

Zbliża się 21.00, mróz doskwiera, czas się żegnać. Wracając wstepuję do jeszcze jednego przydworcowego kasyna. W środku dwaj osobnicy i pracowniczka, gęsto od papierosowego dymu i atmosfery. „Robię reportaż o automatach – chcecie pogadać?” „Jak dasz hajs to pogadam” odpowiada bujający się przy automacie młody chłopak w dresie. Spostrzegam, że wszyscy mają na stopach jedynie skarpety. Są tak wygrzani? Grą? Czują się jak w domu? Nie śmiem zapytać. Hajsu nie daję. Gdy wracam do domu dostaję sms’a od Maćka: „Jak chciałbyś kiedyś pograć na automatach to się odzywaj”.

automatyduze-4.jpg

Zakażenie [wiersz]

Zakażenie

Toczy mnie, pcha, po rubinowym wnętrzu choroba
twa. Grudzień zero dwa dwa, tam to się wydarzyło
coś we mnie urosło, coś się zmieniło, zapłonęło, zgasło
znów nie mogę zasnąć, w pokoju bardziej niż w umyśle
jasno

Przeniosło się to wzrokowo, tak ty zaraziłaś mnie patrząc
mi w oczy, moje ciało nie miało leukocytów na takie oczy

Zainfekowałaś mnie głosem, dźwięki, barwy, tony
pogniotły uszy, stały się głuche na wszystko inne

No a twój dotyk, zimne dłonie, gorące ciało
Na nosie pojawiły się krosty, na cerze plamy

Nasze języki się spotkały, bakterie, wilgoć
ciepło, najlepsze dla nich warunki w naszych ustach

I potem przyszedł Wirus, nieuleczalny, zdiagnozowany,
gdy strużka krwi z ust wyciekła kocham cię
między drżącymi w febrze ciałami.

Piotr Sarmini

PIOTR SARMINI

BEZ PRZEKAZU

Jedzie dalej karawan, psy będą szczekać
(Hoł, hoł, hoł) Gdzie jest przekaz?
(Hoł, hoł, hoł) Gdzie jest przekaz?
Gdzie jest przekaz?
Gdzie jest przekaz?

Gdzie jest przekaz? Co to przekaz?
Te wszystkie prawdy, które znać trzeba? Po to czekasz?
No to nie patrz, no to nie słysz
Nie ma przebacz. No bo niezbyt
Mnie obchodzi, kim są oni, i nie obchodzi mnie seria porad
Robi się z tego śmieszny serial, reżyseria Borat
(…)

Tede, Kara’van[1]

okl1

NAWIJKA I

                  Elo, mordy! Jak się bawicie?! Wszystkie ręce w górę! Kto nie skacze, ten z europolicji! Hip! Hop! Hip! Hop! Hip! Hop!

Tak sobie myślał Kajetan a.k.a. Czarny Kajet, gdy odpalał gibona od fajek, w myślach widział pulsującą salę, tłumy groupies szalejące za jego wokalem, ochronę odwróconą plecami, gdy on tymczasem zbierał tłum na sali. Tak to wszystko wyraźnie stanęło mu przed oczami, że już począł liczyć głowy na hali i kalkulować, ile od jednej zarobi, ile dla manadżera, ile dla klubu, hypemena, DJ-a, to będzie co najmniej dwa tysiące PLN dla niego, a więc całkiem rockafela, Bahamy, Seszele i siema! Siema, świecie, „siema, Czarny Kajecie” mu powie stewardessa z prowokującym spojrzeniem i spódniczką jakby za krótką, gdy on będzie leciał na koncert gdzieś hen, prywatnym jetem, pijąc szampana w trakcie turbulencji.

Ale stop! Wracamy: sala, hala i ta blondyna w pierwszym rzędzie roześmiana, już lekko pijana, w idolu swoim zakochana, już ją widzi, jak na backstage’u schodzi na kolana, i nie chodzi tu wcale o pacierz przed snem.

Te–te–tele–fon! przerywa myślo–wyobrażeń błogostan, więc wstał Kaj, choć niechętnie, z łóżka, bo nie lubił w połowie odkładać gwizdka, tym bardziej, gdy sobie karierę akurat imaginował, a miał to dość często ostatnio w zwyczaju. Po buchach na oko zmrużone siedmiu i lekkim już haju spogląda w nokię, tam numer nieznany. Sześć osiem jeden i coś tam jeszcze. Serce zabiło mocniej, dreszcz po plecach przeszedł cienkimi nóżkami, zatrzepotał muszymi skrzydłami za kotarą wejrzenia. Głos Kaj obniżył gardłowym pomrukiem, z powagą rozbijaną uwagą przez THC mówi: Halo. Siedzę w domu przesłuchałem wszystkie płyty[2]

To była próba, próba majka, próba głosu zakończona umiarkowanym powodzeniem, bo ten wciąż jakby łamliwy, stłumiony, od zbyt wielu papierosów bez filtra zadymiony. Wcisnął w końcu zieloną, albo przesunął, raz, drugi, i na opcję bezpieczną, „tak, słucham?”, zdecydował się. Wyszło z tego:

– Tak, halo? – nosz znów się pomieszało.

– Siemasz, morda – mówi głos jakby znajomy i wredna igła przekłuwa balon Kajtka wyobraźni, bo już był pewien na siedemdziesiąt siedem procent, może nawet siedemdziesiąt dziewięć, że to jakiś manadżer KRZYWO lub Nosy trafił na jego mikstejp jutubowy i chce go zaprosić na rozmowę, czy może bardziej nawijkę kwalifikacyjną. Ale to tylko Precz, znowu on się pyta:

– Jak tam ci, typie, idzie nowa płyta i czemu głos masz jakiś dziwny tubalny taki?

Głos mam zwyczajny – na to Czarny Kajet odpowiada, zaniepokojony jednak, że Precz, ten człowiek o reputacji marnej, głuchej, który potrafi nad ranem spijać pozostawione nad Wisłą butelki, tak łatwo go rozszyfrował. Nie wypada jednak z roli, pomruki, chrząknięcia z kolejnym sztachem oswoi, wraca na kołdry zaplecze.
– A płyta? Stary, pisze się, wszystko już prawie zrobione, z neta bity i tematy zainspirowane, ale także i moje wewnętrzne głosy przemawiają na niej. Tylko producenta dobrego potrzebuję, ale szukam, wiesz, szukam kogoś, kto w ten projekt uwierzy. I wytwórni, bez wytwórni będzie czyściec i piekło.

Kajet chce podawać lolka na lewą, w zgodzie z tradycją, ale sobie przypomina, że sam tu jest przecie, jak zwykle ostatnio, i mu nagle temat na kawałek wpada: „Niewidzialne ziomki”. Wow, olśnienie! Dzięki ci, marihuano, za podpowiedzenie, nigdy za niepowodzenie.

– Muszę kończyć, Precz, mam wenę, nagrywam teraz, kurwa jego mać, elo[3]!Brutalnie przyjaciela rozłącza, wykopuje z linii, i teraz nie ma go dla nikogo, bo pisze tekst jak Małolat, no, i ten typ drugi, Mes. Elo, świecie, zamykam się w Czarnym Kajecie!

Opuśćmy Kajetana na czas jakiś, bo świat ten pulsuje historiami i zdarzeniami równoległymi, których pominięcie byłoby zwyczajnym marnotrawstwem – pójściem do Luwru na godzinę, obejrzeniem jednego filmu na filmowym festiwalu, rozsypaniem zioła na wietrze, będąc na haju.

Być może zastanawiasz się, Czytelniku, gdzie jesteśmy, a rzadziej: dokąd zmierzamy? To wszystko po przerwie na reklamy.

REKLAMA I

Dom nierzeczywisty, pożyczony od gwiazdy Eufemii Plotek, perfekcyjna kuchnia. Mama 1 uśmiechnięta masuje chleb margaryną. W tle Vivaldi „La Follia”, dzieci biegają, krzyczą wyciszone.

DZIECKO 1

     Mama! Zrób kanapki, bo mi się bluzka pobrudziła od bólu głowy!

Mama 1, patrząc w kamerę.

MAMA 1

     Haha! Moje małe rozrabiaki, zawsze coś nabroją! Na szczęście mam nerwostop i już nie palę!

MAMA 2

     To prawdziwa ulga dla moich stóp!

DZIECKO 2

     I teraz możemy jeść to, co chcemy.

MARGARYNA

     Szur, szur.

Wszyscy zaczynają się śmiać.

***

Fragment mającej ukazać się na jesieni książki „Bez przekazu” autorstwa Piotra Sarminiego.

rysunek: Anita Gościniewicz

Kolejne nawijki sprawdzaj na przetwor.wordpess.com

——————————————————

[1] Tede, Kara’van, [w:] #kurt_rolson, Wielkie Joł, 2014.

[2] Pezet, Halo, [w:] Muzyka Rozrywkowa, Konkret Promo, 2007.

[3] WWO, ZEN, [w:] Witam was w rzeczywistości, Prosto, 2005.

[4] Małolat & Ajron, W weekendy żyjąc, [w:] W pogoni za lepszej jakości życiem, Prosto, 2004.

Różewicz wyartykułowany

Piotr Sarmini

Różewicz wyartykułowany:
człowiek i cywilizacja w dwóch ujęciach

                  Może cieszyć, że na polskiej scenie rapowej wyrastają twórcy dojrzali, zaczynający rozumieć pokrewieństwo liryki własnej z tą, która (nie bójmy się tego powiedzieć) nadała im tchnienie – poezją. Rap bywa tłumaczony jako skrót od „rhytm and poetry” i te wspólne mianowniki – melodeklamacji i poezji pisanej, najpełniej zetknęły się na płycie „Różewicz interpretacje” w wykonaniu dwóch, czołowych polskich MC’s: Sokoła i Hadesa uzupełnionych muzyką zespołu Sampler Orchestra. Inicjatorem płyty była wytwórnia Prosto i  Narodowe Centrum Kultury.
Zestawienie dwóch na pozór odmiennych światów: poezji Różewiczowskiej ze stricte współczesną formą rapu wypadło dla obu niezwykle intratnie. Syntagmatyczne wiersze poety, mogły się zdawać w pewien sposób nieprzekładalne na język żywy, mówiony, bo jak sądzę jest to dla wielu jedna z tych poezji, którą czyta się „w myślach”, a jeśli rzadko bardzo na głos to jakoś niezgrabnie, nie odnajdując w niej rytmu. Artykułujący czytelnik wierszy Różewicza łatwo może popaść w zbędną sakralność objawiającą się długimi pauzami po każdym z wersów, lub też chybotliwą popędliwość dającą efekt nie czytania, lecz strzelania z sylabicznego karabinu. Łatwiej jest przecież czytać heksametry niż pojedyncze słowa, niekiedy ich zbitki pozbawione interpunkcji. Duet raperów udowodnił, że Różewicza nie tylko można, ale także warto czytać głośno. Wydeklamowana odpowiednio poezja jakby „stała się na nowo”, zyskując brzmieniowe symofnie, odkrywając nowe sensy, dosłownie wyrosła z pokrytych tuszem, milczących kartek tomików. Ogniwem spajającym poniższe porównanie będzie wykonawca wiersza  Zielona Róża – Hades, który to utwór porównamy z piosenką Robo Ty jego autorstwa. https://www.youtube.com/watch?v=vFsUGR4uK2U
Jak wobec niedoszłego absolwenta historii sztuki, członka Neoawangardy Krakowskiej tj. Różewicza wypada twórczość stricte współczesnego samouka, warszawskiego rapera Łukasza Bułata-Mironowicza (ur. 1985) występującego pod pseudniomem Hades? Ma on na swoim koncie ponad 40 muzycznych projektów, w tym cztery płyty z zespołem HI-Fi Banda, duety z czołowymi polskimi raperami: OSTR, Rak Raczej, Sokół i dwie solowe płyty. Trudno jednoznacznie przypisać jego twórczość do, któregoś z nurtów polskiego rapu, oscyluje ona wokół tzw. świadomego rapu (Nie śpię)  przeplatając się z szeroko pojętym życiem ulicy (Warsaw Outodoors) i refleksją kosmologiczną (por. Kosmos to rytm¸tegoż), możnaby pokusić się o sklasyfikowanie jej jako „nonkonformistycznego pragmatyzmu miejskiego”.
Jednym z wierszy jakie wydeklamował Hades na płycie „Różewicz Interpretacje” jest Zielona Róża, wiersz poruszający problemetykę rozrastającej się, XX-wiecznej cywilizacji a w konsekwencji wyobcowania jednostki. Trzecia strofoida pełni dla podmiotu lirycznego funkcję autopoznawczą. Zestawmy ten wiersz z utworem „Robo Ty” Hadesa, aby przekonać się czy między twórcami istieją: podobieństwa doświadczenia, wniosków, formy i środków wyrazu.

Wielkie miasta

rosną

przeludnione

wyludniają się

przypływ

i odpływ

ławice ludzi

tak blisko obok

jedno przy drugim (…)wersy 1-9

 

Różewicz zwraca uwagę na zjawisko gwałtownego przyrostu ludności po II wojnie światowej, ten wątek zaznacza także w wierszu Moje ciało:

Zwierzęta które rozmnożyły się tak zatrważająco nieobliczalnie
W XX wieku

W obu przypadkach przyrównuje świat człowieka do uniwersum zwierzęcego (ławice). Można odnieść wrażenie, że Różewicz siebie stawia w opozycji do narastającej fali ludzkości, jakby wyobcowany zarysowuje niemy konflikt między jednostką a społeczeństwem.

 

W jaki sposób Hades rozpoczyna swój utwór „Robo Ty”?

To nowa epoka super mocarstw
Człowiek kontra technologia, folia i szkło
Kto jest kto? 3, 2, 1, 0 – próba ognia
Ja nie dam się zwariować żadnej ze stron
Nowe dobro to zło, od monitorów mamy krótki wzrok
Duże bloki, niebieskie szyby po horyzont
Szeroki kąt, oko kamery śledzi mój każdy krok
2-0-1-4 rok zaraz po końcu świata

Refleksja rapera opiera się na typowej dla polskiego hip-hopu opozycji: pragnąca wolności jednostka kontra ciemiężniczy „system”. Ów „system” przyjmuje w rapie różne formy i środki opresji, bezpośredniego przymusu: nieobywatelskie prawo, policję, inwigilację, prymat pieniądza itp. Hades podobnie jak Różewicz zwraca uwagę na ludzkie masy (duże bloki), lecz także wzbogaca poetycki obraz o wymienienione wprost wytwory cywilizacyjne: folia, szkło, kamery, monitory, które służą w istocie do degradacji, upośledzania, i kontroli istoty ludzkiej. Konsekwencją powyższych zmian cywilizacyjnych jest m.in. osamotnienie jednostki, jej zagubienie w tłumie anonimowych twarzy. Różewicz ponownie sięga do metaforyki zwierzęcej, w jego oczach ludzkość przypomina bezładny, przepełniony ul czy mrowisko. Z kolei Hades zauważa, że w XXI wieku jedyną sferą wolności stał się internet, jednakże wypacza on kontakty międzyludzkie, czyni nas podobnymi do maszyn. Wciśnięcie przycisku enter, zastępuje mowę.

 

 

           Zielona Róża                                                         Robo Ty


ale w roju

bez matki

zaczynamy żyć coraz samotniej

odległość od człowieka do

rośnie pod neonami

w przeludnionych miastach

wersy 15-20

 

Nowa era – bioelektronika, światłowody
Połączenie ogranicza, tylko w sieci jesteś wolny (….)
Zwrotka 1 wersy 15-16

FB chce się żyćenter – nie mów nic zwrotka 1, w. 20


[Cuty: DJ Kebs] (refren)
Ro-roboty, poczuj strach, pojawią się kłopoty

 

 

 

Podmiot liryczny Zielonej Róży wymienia różne formy utraty koneksji z drugim człowiekiem: odejście dzieci z domu rodzinnego, koncentracja na karierze, alkoholizm – to wszystko co mogło go odseparować od dawnych towarzyszy życia. Zdaje się cierpieć z tego powodu, sam siebie stawia z boku, w roli obserwatora przemian społecznych.

 

zostajemy z garstką najbliższych

ale i oni odchodzą

każde w swoją stronę (…) wersy 24-26

jeszcze inni

odchodzą do swoich jaskiń

z mięsem w zębach

słabsi zostają

przy barach stolikach (…)wersy 37-41

i nikt nie przyznaje się że odchodzi

lepiej nie robić zamieszania

więc wszyscy żyją wiecznie wersy 49-51

 

Hades byłby tym o kim pisze Różewicz, typem, który umyślnie oddala się od bliskich, szuka zapomnienia, „nie przyznaje się, że odchodzi”:

 

Nie jestem twój człowiek, noszę w kieszeniach dłonie
50 nieodebranych połączeń w telefonie
Pierdolę technologie, może potem oddzwonię
(…)

Piszę teksty na projekt, tworzę historię, wiem co dobre, co złe
Kruszę piątkę na stole – niestety to mój zen

 

Tutaj między autorami następuje rozdźwięk: Różewicz –człowiek społeczny, który poznania Innego pragnie, cierpi nad niemożnością; Hades – człowiek przesycony, odnajduje satysfakcję w samotności i używkach.


W muzycznej interpretacji Zielonej Róży muzycznie i wokalnie wyróżniono drugą strofoidę. Bit zostaje znacznie wyciszony ustępując miejsca głosowi, na który nałożono efekt megafonu, daje to wrażenia jakby słowa były kierowane do zbiorowiska ludzi, jak gdyby były rodzajem manifestu i postulatu. Taką uwypuklającą aranżacje potwierdza podmiot liryczny, który zwraca się do odbiorów w liczbie mnogiej:

 

pamiętajcie

byliśmy otwarci

w czasach największego ucisku

cudze cierpienie i cudza radość

łatwo przenikały do naszego wnętrza

wasze życie biegło do mnie

ze wszystkich stron

teraz okrywają nas pancerze

tylko przez pęknięcia

w twarzach

można zobaczyć

 

Słowa te wyrażają tęsknotę za ludzką szczerością i prostotą. Zmechanizowanie i enigmatyczność człowieka wyraża także podmiot Robo Ty, umieszczając je jednocześnie w szerszym kontekście współczesnych wojen:

 

Wojny robotów bez duszy zbudowanych z mięsa
Od prezydenta do premiera, sekretna agenda (….) zwrotka 2, wersy 1-2

Ziemia jest za mała dla nas dwojga, wiec wojna
Masz zabić swego brata, to jest rozkaz
Że Bóg wybacza jeśli jest po twojej stronie
To nie prawda, wierzycie w jakiś błędne teorie (…) zwrotka 3, wersy 11-14

 

Trzecia strofoida Zielonej Róży to wyraz wątpliwości podmiotu wobec własnych funkcji poznawczych, możnaby te rozważania określić jako „sceptycyzm względem własnego sceptycyzmu”. Podmiot miota się między tym co myśli i co czuje, nieudolnie próbuje zdefiniować swoje stany by dojść do wniosku, że czuje po prostu „nic”, „nic jest w nas” oświadcza koncepcyjnie w ostatnim wersie. Sposób wykonania trzeciej strofoidy to absolutne mistrzostwo w wykonaniu Hadesa i Sampler Orchestry. Bit przyspiesza i ucina się odpowiednio z nadchodzącymi, krótkimi wersami zaś ostatnie cztery wersy zostają zaacentowane poprzez wspomniany już efekt megafonu.

Inna jest refleksja Hadesa nad stanem własnym i ludzkości, chociaż trudno nazwać ją optymistyczną. Niesie ona z pewnością nadzieję na lepsze jutro, implikuje wiarę we własne możliwości:

 

Stanąłem na nowej drodze rozumiem każdą godzinę
Bo żyję własnym życiem, tylko tyle zwrotka 3, wersy 15-16

XXI wiek od reszty dzieli wielka przepaść
Jesteśmy na krawędzi 
wysoko, jak Nepal
Nasze błędy i małe zwycięstwa
Dążymy do perfekcji ale ścieżka jest kręta zwrotka 3, wersy 17-20 (ostatni)

Reasumując w poezji XX wiecznego mistrza i XXI wiecznego pretendenta odnajdujemy wiele podobieństw i wspólnych motywów, jednak nadużyciem byłoby stawiać między nimi znak równości. Wydaje mi się, że w powyższym zestawieniu rap porusza więcej wątków, jednakże nie stawia nad nimi ostatecznej kropki. Poezja zaś Różewicza dąży do zdefiniowania i rozwiązania jednego problemu, ale czy to rozwiązanie daje? Nic jest w nas z pewnością nie może być ostateczną odpowiedzią. Podobnie jak aforyzm o krętej ścieżce.
Różne są formy wyrazu obu poetów, nieregularne wersy Hadesa (10-15 wersów) ujęte w 20-wersowych strofoidach, kontra syntagma Różewicza i urywane słowa. W powyższych tekstach widać pewien kontrast czasów, w których powstawały, objawia się to szczególnie jeśli mowa o mieście i cywilizacji.
Wydaje mi się, że Różewicz byłby zadowolony z tego, że jego poezja kwitnie wciąż i trafia do serc kolejnych pokoleń odbiorców.

 

Źródła:

Utwór Sokół / Hades / Sampler Orchestra – Zielona róża (audio): https://www.youtube.com/watch?v=vFsUGR4uK2U

Hades, Robo Ty, tekst: http://genius.com/Hades-robo-ty-lyrics

  1. Różewicz, Zielona Róża: http://donkaja0335.blog.onet.pl/2012/05/29/tadeusz-rozewicz-zielona-roa/

 

 

 

 

 

Statusy na fejsie – co naprawdę oznaczają?

 

1. „Kto mnie podwiezie na lotnisko? Płacę złotem!” – Mógłbym zamówić taksówkę, ale chcę się pochwalić, że będę leciał samolotem.

2. „Kto mnie zabierze na piwko? :>” – Jestem napalona, może coś z tego wyjdzie.
3. SHARE: „Mamy do rozdania 5 ferrari…” – Jestem debliem lub 13-latkiem
4. Notoryczne SHARE: Treści polityczne, bez komentarza – To mój prywatny kanał propagandowy, każdy kto się nie zgadza, staje się moim wrogiem i wrogiem ideałów, o które walczę!
5. „Jestem taka gruba” – Napiszcie mi, że wcale nie.
6. Półnagie fotki – Oczu i fiutów nie macie? Zerżnijcie mnie wreszcie!
7. Ciągłe statusy o pracy – Bez pieniędzy byłbym nikim
8. Randomowe treści „artystyczne” – Jestem nie tylko ładna, ale i nieprzeciętnie mądra.
9. Zdjęcie z teatru – To ten jeden dzień w roku, w którym założyłem garnitur.
10. Siłka, siłka, siłka – Hej dziewczyny, patrzcie na te bice!
11. SHARE teledysków, które zwykle dostają 3 lajki – Czuję się dokładnie tak jak podmiot liryczny, przetłumacz sobie z angielskiego i to rozkmiń idioto!
12. „Gdzie można dobrze zjeść w Gdańsku?” – W końcu, po raz pierwszy od roku wyrwałam się z Warszawy na te parę dni.
13. „Uuu najba z……” – ostatnio piję trochę za często.
14. Wiersze/proza/pomysłowe statuty – nie mam gdzie publikować, więc robię to na fejsie.

edit punktu 14.: teraz już mam