Tagi poezja

17 postów

Wystarczy. | Żebra Wieloryba | WIERSZE

Wiersze w Czarnym Kajecie poczynione 1 XII 2018

 

 

Wystarczy.

Nie chcę jeść pizzy
chcę oliwki, buraczki w rozmarynie
i ogolone cipki
jedna w zasadzie wystarczy
chcę zielonej, parzonej herbaty
troszkę placka ziemniaczanego
garść nasion i dla wilgotności
łyżkę lekkiej śmietany
i chcę jej skóry ciepło
czuć na swojej skórze
chcę klepnąć pośladek
dwa w zasadzie wystarczą
tyle. wystarczy.

 

Żebra Wieloryba

Pod żebrami wieloryba
utkanymi barwnym szkłem
nocą kwitną łąki gwiazd

Płyniemy w brzuchach kolorowych ryb
o ślepiach czerwonych i żółtych
w strumieniu drogi jednej świadomości
stłuczonej w miliardy świadomości mniejszych
nawleceni jak błyszczące korale na nić

Każda ryba ma swoją rybią sprawę
i nie ma w tym nic złego
płyniemy, otoczeni żebrami wieloryba
w brzuchach kolorowych ryb
/niebo przywdziało czerń
i gotuje dla nas dzień/
w jedną stronę
a przecież nikt nam nie powiedział
gdzie
wiemy
jak ławica wie gdzie

w aucie słyszę tylko szum.

Fetysze emocjonalne

Fetysz: „w religiach pierwotnych: przedmiot, któremu przypisywano siłę magiczną”

„Fetysze emocjonalne” to projekt, który przyszedł mi do głowy wraz z początkiem lata – wspomniałem o nim w ostatnim wpisie.

Chodząc po plaży w stanach i towarzystwach przeróżnych, chodząc przez ponad dwa miesiące, napotykałem rozmaite przedmioty i formy: kamieni, muszli, przedmiotów etc. wyrzuconych przez morze. W ciągu tych dwóch miesięcy moje emocje, nastroje i siły zmieniały się jak struktura piachu, po którym stąpałem. Plaża niby pozostawała ta sama, jak i niby Piotr pozostawał Piotrem, ale w rzeczywistości niewiele z „dziś” przypominało to z wczoraj. Emocje są dynamiczne i nie jest to wyraz dysharmonii czy szaleństwa, a naturalny stan ludzkiej natury.

Zebrałem z plaży to co wydało mi się najwyrazistsze, co zarezonowało we mnie i luźnym skojarzeniem przywiodło emocje i stany, których ostatnio doświadczałem. „Fetysze emocjonalne” łącząc fotografię i surową poezję próbują ukazać złożoność ludzkich emocji, odnaleźć ich przyczyny (sytuacje) i rozpoznać warunki, w których takie emocje lubią się pojawiać.

Minerał szlachetnej dynamiki

Minerał szlachetnej dynamiki

emocje: rosnące podniecenie na wysokości splotu słonecznego, zadowolenie z siebie, odwaga, moc, sprawczość

sytuacja: wykonywanie elementów większego projektu z łatwością, polotem i autentycznym zaangażowaniem

warunki: umysł pozbawiony negatywnych emocji i wolny od przebodźcowania, ciało zdrowe, oddech głęboki, wolność w działaniu, samodzielność

 

Bursztynowy naszyjnik

Bursztynowy naszyjnik

emocje: radość w klatce piersiowej, krótkotrwała satysfakcja, atrakcyjność, kompulsywność

sytuacja: przebywanie w miejscach zakupowych, towarzystwo, chęć stymulacji humoru, „potrzeba” odświeżenia swojego „ja”

warunki: wypłata za pracę, poczucie „zasłużenia” na coś materialnego, oszczędność pieniędzy na innych polach

 

Martwa Mucha

Martwa Mucha

emocje: głęboki żal po stracie, poczucie pustki, bezsensu życia po zaznanym niepowodzeniu i utracie ukochanej osoby

sytuacja: emocjonalna i seksualna samotność, bycie daleko od domu, popadanie w nałogi, brak sił, niedotrzymywanie postanowień

warunki: nieprzepracowane ważnych doświadczeń w bieżącym czasie i zepchnięcie ich do podświadomości, brak wyraźnych sukcesów na polu zawodowym i prywatnym, brak poczucia stabilizacji życiowej

 

Pordzewiałe okowy wolności

Pordzewiałe okowy wolności

 

emocje: poczucie „zluzowania” dyscypliny, chwilowa wyrozumiałość, upojenie. Następnie: żal, wstyd, powątpiewanie we własną wolę i sprawczość. Dalej: podjęcie postanowienia o tym, by nigdy raz zrzuconych okowów powtórnie nie zakładać.

sytuacja: niespodziewany nawrót do dawnych myśli i wzorców zachowań, które uważało się za niebyłe. Nawrót często połączony z używkami, lub określonym towarzystwem wywołującym stany i zachowania, których potem się wstydzimy.

warunki: Sytuacje towarzyskie z ludźmi „z przeszłości”, którzy znali nasze inne, rozchełstane „ja”. Wyjazdy, nowe miejsca, osłabiona wola, używki

 

Smolista magma wielości

Smolista magma wielości

emocje: poczucie „zalania” informacjami, osłabiona pamięć, smutek, złość, podniecenie, lubieżność, ogłupienie

sytuacja: codzienna praca na komputerze wymagająca zbierania i przetwarzania informacji, prowadzenie portali społecznościowych, przykładanie wagi do „życia online”, potrzeba dzielenia się z innymi każdą chwilą

warunki: kompulsywne nadużywanie internetu, gier, pornografii. Niemożność zaprzestania „przeglądactwa”, potrzeba bycia w strumieniu informacji, potrzeba kompensaty wobec rzeczywistości

Chropowaty kamień pełni

Chropowaty kamień pełni

emocje: bezwarunkowa, spontaniczna radość, poczucie spełnienia „rozlane” po wnętrzu ciała, lekkie podniecenie seksualne, energia do działania w przyszłości

sytuacja: czas wolny od pracy spędzany zgodnie z własną  naturą, obcowanie z pięknem przyrody, poczucie obfitości w życiu

warunki: brak problemów na polu zawodowym i prywatnym, bądź nieprzywiązywanie do nich wielkiej wagi; zdrowie fizyczne, życie zgodne z własnymi dążeniami

 

Ciekawi mnie czy i Ty zaznajesz podobnych uczuć. Czy rozpoznajesz warunki i sytuacje, które na nie wpływają, czy dajesz się unosić falom emocji bez kontrolowania? Podziel się tym w komentarzu!

 

 

 

 

 

 

 

 

ŁDZ toczas dla nas. PART 1

ŁDZ to czas dla nas. PART 1

Obudziłem się w moim mieszkaniu, które nie jest moje (bo je tylko wynajmuję), lecz czuję się tu względnie dobrze. Dobrze jeszcze przez 10 dni, bo wtedy znów przeprowadzka, wyjazdy, elo Warszawa! elo Bałtyk! taki los prekariatu, że się nosi co rok ze starymi gratami i nowymi zamiarami, które może wyrosną, a może zarosną je chwasty.

W pokoju panuje rozgardiasz: torba uber eats, rower, biurko, szklanko-gacie, stosy książek i pamiątek po wiedźmo-księżniczkach.

Telefon dzwoni:

– Kocie to dziś. W końcu dziś.
– Nie jadę.
– Jak to?
– To nie dla mnie. Zostaję stolarzem.
– Przestań się wygłupiać. Zakładaj buty i widzimy się na Wschodnim. Ja się jeszcze muszę umalować. Pa.

Sprzeciwiałem się wezwaniu, lecz nie miałem wyboru. Kasia odwróciłaby się ode mnie, gdybym teraz zawiódł ją po raz kolejny. Oczywiście zamierzałem jechać, ale chciałem sprawdzić jak zareaguje na moje droczenie się, czy weźmnie mnie na serio.

Nie wzięła.

Próby prasowania koszuli od razu zarzuciłem, przypomniawszy sobie, że deska do prasowania, a właściwie jej nogi pękły pod ciężarem Weroniki, która z deski chciała mieć krzesło. Jak trzeba być nieroztropnie pijanym i łaknącym wyzwolenia, ażeby siadać na desce! I to jeszcze kobieta. Dziś nie potrafią, ani prasować, ani gotować, ani…

Ale już nie marudzę, bo zegar wybija 6:20, woda prysznicowa stopni 20 – co najwyżej, orzeźwia, poprawia krążenie, wygładza cerę, wkurwia mnie; wyskakuję, look w lustro dumny, w tył zaczeska i na goleska się wybijam jak antyczny pomnik na piedestał.

– Brunon?
– o, hej, Paula, o sorry, wiesz, brałem prysznic zimny, o, no..

Dziewczyna współlokatora. Jedna z trzech. Kurwa i akurat teraz wyjść musiała, kiedy moja pa… męskość przypomina raczej chłopięcość (to przez zimny prysznic!).

6:27, pociąg, odjazd za 22 minuty. Zgarniam z łóżka byle ciuchy, śniadania nie jadam, dobra typie, zbieraj się! tam rozmowa życia czeka cię!

6:33 – wezmę rower, jestem gotów, telefon jeszcze… gdzie… okej. Dobra, wybita. Kurde, brak klucza… 6:37 – dwanaście minut. 6:38 kurde, gdzie on jest…

– Damian! Wchodzę!
Wchodzę do pokoju współlokatora, Paula już na właściwych sobie torach, czyli na nim, wow, teraz dostrzegam, w górę i w dół, w górę i w dół, za co ją tak… kocha.

– Człowiekiem jestem! – krzyczę – i nic co ludzkie nie jest obce mi!
– Kurwa, Brunon, puka się!
– No właśnie widzę, ale ja muszę wyjść! Wychodzę tarasem, zamknijcie za mną. Paula wiesz, to naprawdę była zimna woda… dobrego dnia! pa!

Dobiegam pędem na stację Veturillo, wypożyczam rower z ruchomą w pionie kierownicą, wrzucam bieg trzeci i pędzę pośród praskich kamienic na pociąg do Łodzi, który odjedzie za 7 minut z Dworca Wschodniego.

***

Część druga już za tydzień. Wypatruj i śledź mnie na instagramie i fejsie!

 

Białe skiety

(…)

Palę teraz mentolowe marlboro, noszę biały dres prosto i białe skity no name. Czy to coś wprowadza do tej opowieści? Może fiksację bielą. Krótkotrwałą. Bielą, taką jak skóra A. Myślę o niej dziś, myślałem o niej wczoraj i pomyślę jutro. Myślę, odkąd aplikacja tinder nie dostarcza mi już drobnych wibracji na biurku czy w kieszeni, odkąd nie dostarcza małych wibracji i dużych zakłóceń w kroczu i umyśle.

Pojawiają się myśli inne, skojarzenia, bardziej twórcze z pewnością. Choć, czy to znowu takie wielkie, że kiedy widzę dresiarską, jakby ze skansenu wydobytą parę, która swoimi pocałunkami i wyznaniami wchodzi w myśli całego tramwaju (najbardziej koleżanki, która im towarzyszy. Najmniej motorniczego, który ma to wszystko w dupie.) to myślę, o tym, że mile puszysta dresiara, zaraz pobrudzi swoim różowym air maxem białe skity pana dresa.

Kiedy mu siedzi na kolanach, rozkochana cała i mówi: ale wódką od ciebie śmierdzi. Powąchaj Dominika jak od niego śmierdzi. No nie bój się! Przybliż twarz! Nie ugryzie cię! No chuchnij jej, chuchnij, ale nie tak mocno, tylko tak wiesz… A on chucha Dominice, po czym ona zgodnie stwierdza, że faktycznie wódką śmierdzi, to ja się modlę w duchu, aby tylko mile puszysta dziewczyna nie pobrudziła tych białych skarpet. Bo nogi jej zwisające są i bujające się, a i tramwaj i domniemana w tle wódka nie sprzyjają sztywnym ruchom ciała, a wręcz przeciwnie – zmiękczają je, wprowadzać mogą chaos. Jedno mocniejsze hamowanie, pleców odgięcie powodowane śmiechem i zaraz różowo-błotnista pięta różowego air maxa pobrudzi te białe skarpety.

Ale podróż trwa i w końcu docierają na Kijowską i ona mu z tych kolan schodzi. Bez najmniejszego dotknięcia i zabrudzenia.
Jestem za to wdzięczny motorniczemu i jestem wdzięczny tej miłej dziewczynie, że choć jest ekspresywna i bardzo zakochana, to przede wszystkim zdyscyplinowana jakoś wewnętrznie. Że nie jest rozchełstaną łajzą i fleją, która brudzi czyjeś skarpetki, tylko, że potrafi bawić się głośno, przeciągle, ale jednak na wewnętrznym poziomie w sposób czysty i higieniczny, nie obciążający domowego budżetu przeznaczanego na odplamiacze i wybielacze i szare mydło marki jeleń.

Co dzisiaj robisz?

Co dzisiaj robię?
Dzisiaj sobie z wolna umieram
niewiele jem, niewiele piję
palę papierosy przy biurku
sabotuję pracę
masturbuję się dwa razy
wspominam dawne kobiety
trochę się kryję pod kołdrą
czczę lęk
olewam gdzieś tam pojechanie
na cały dzień zostaję w domu
oglądam wyścigi ducatti i lambo
oglądam 25 najlepszych zagrań Ronaldinho
oglądam analizę mapy w CS:GO
oglądam swoje dłonie
wydobywam z podświadomości koszmary senne
jem ciasto od mamy
żuję gumę
myślę o dziurze w zębie
i myślę, że jakoś to będzie
bo jeszcze trzy tygodnie temu świat był
cały mój
a dzisiaj obaj udajemy, że się nie znamy
niezręczne spotkanie
grudy złota w skale

 

***

polub czarny kajet na fejsie: https://www.facebook.com/czarnyKAJET/
zapisz się do mailowej subskrybcji w zakładce MENU

 

POZNAŃ

Nigdy nie miałem tu rwania
naprawdę
Warszawskie dziewczyny czują mnie
bardziej

Staję w kolejce po więcej doświadczeń
dwie się wpychają
mówię „wracajcie”
Gościu w linii pluje „zamknij kaste”
Ja mam ochotę wyjebać mu #kastet

Kiedy wychodzi to zrzucam mu czapkę
oddalam się szybko, już mnie nie znajdzie

Te wszystkie blondi są tu jak
sample
Mówią to co krzyczy im parkiet

noce są chamskie, chaotyczne i przaśne
pijane typy, pijane raszple

Wracam do hotelu solo jak
alien
Odpalam setę, bawię się
hajs jest

piszę te rzeczy jak wyliczankę
pierdolę Poznań, pierdolę Wartę

Romanse jednonocne

Annie, listopad 2015

Dlaczego jesteś taka markotna?
Hej! Stop! Nie zbliżaj się do okna!
Piłaś zbyt wiele, chodźmy do kuchni
Tam jest wódka, są przyjaciele

Zostaw mnie, puszczaj! Chcę
Na parapet! Drwić ze świata
Pluć na ludzi z piątego piętra

Jesteś stuknięta. Psujesz mi
Rymy, strofy mylisz
Tak jesteś pijana

Całuj mnie, wyliż mi cipkę
Jestem w tobie rozkochana
<całuje>

Ale ludzie obok..!
Jak bosko się czuję..
<całuję>

Bluzkę zdejmuję, a ty zdejmuj koszulę
<całuje>
tylko nie gryź
ostatnio bardzo gryzłeś, nie lubię tego
daje ci swoją cipkę w opiekę, 
nie zagryź i tego

Ale co oni pomyślą?

Ty! Poeta! Drwij z nich,
Drwij ze świata
Wsadź mi go
Niech mnie rozkosz z bólem przeplata
Ah! Pijana się czuję
Kochasz mnie?

<milczy>

<całuje>

Agencja mała

#freestyle

 

Mała agencja, zajmuję tam krzesła dwa

Ua! Ua! Ula la! – mówią znajomi

A mnie to co mówią jak zwykle pierdoli

Jakieś lajki, bajki, wyliczanki, gratulanki

Jakbym w ciążę zaszedł, albo kupił nowe najki

Ua, ua!

Co za reno ma

Jak ty tam weszłeś na fotel – pyta ona

a mnie od tych pytań już boli głowa

chciałem tylko wypić z tobą wódkę w klubie

potem zabrać cię na chatę, chałupnictwo lubię

ciosać deski, freski, arabeski i majtki w opcji czereśni

czerwone jak one, gdy jej policzki płoną

jak na portrecie aureola Jezuza w koronie

o Jezu! Jest taki dobry, jakbym zjarała tonę

ale jak ty to robisz, no powiedz jak,

jak ty te fotele zajmujesz dwa?

No to proste, bo mam psa, na jednym on, na drugim ja

I heloł, chcę byś krzyczała, chcę byś błagała, o ja! A A A A, o ła! No choćby cokolwiek, byle nie pytała A!

Pytała o świat spoza świata, pytała o to skąd ma wypłata

I skąd ten tatuaż i o co w nim chodzi

I skąd się to bierze, jak to się tworzy

No jak?

Ty kochasz mnie, bo jestem ptak

Albinos, ten kebab na wynos, i panna na wynos, no tak

20, 40, okej ja wykładam, bo tak wypada

Się z bitu, obiegu, weź się mną zaopiekuj

Choć na chwilę stan, ty jesteś Hanna

A ja jestem twój stan

Agencja to tercja, cokolwiek to znaczy

Ty leżysz na kołdrze, ja wciąż mam tłumaczyć

O nie! Nie jestem translatorem gugle

O ble, ja nie pamiętam, ja nie chcę pamiętać

Wiem tylko, że tam twa sukienka,

No pa!

Ale jak, ale jak ty to robisz, że nic cię już poza chwilą nie obchodzi?

No jak?

Ano tak, ja nie zdradzę ci tego, chodź zdradzam ją z tobą

Jak brat klocki lego

Ale co to agencja, co ona szczęścia ci daje, no co?

Ano daje i odejdź i zbieraj tę suknię

I widzimy się po, po, po, po, pojutrze

Wtedy wyjawię ci być może, może o tym jak się

O tym jak się w tym świecie wykładam, wyłożę,

No jak

JA JA JA 2

Nie palę z rzędu dzień drugi, ale w tym miesiącu to już chyba z piętnasty. Wkurwia mnie wiele (nie powiem, że wszystko) w świecie zewnętrzym i świecie wirtualnym. Wkurwił mnie kucharz dziś i ja jego wkurwiłem i zagroziłem i byłem twardy i on teraz chodzi skulony, otwiera mi drzwi. Naprawdę.
I chciałbym tak teraz wydrzeć ryj na cały Internet, albo konkretniej stargetować wszystkich polskich idiotów na facebooku, których posty kiedykolwiek podniosły mi ciśnienie i krzyknąć im prosto w ryj: „jesteście idiotami, gardzę wami i waszymi zasadami. Pierdolę was.” I chciałbym aby to do nich dotarło, aby ich wkurwiło, bo wtedy choć przez sekundę czułbym się wygrany. I mam teraz ochotę rzucić wyzwanie całemu światu, co czci koniunkturę, co czci konformizm i łatwe idee, mam ochotę wyrwać im gardła, a na ich czaszkach zbudować swoje królestwo.

 

  • dziennik nie będzie tu prowadzony, upubliczniony zostanie dopiero po śmierci. Na blog wrzucam jego ścinki.

Homo Polacus Feriae

Czyta: Krystyna Czubówna

Homo Polacus Feriae budzi się wcześnie, wraz z pierwszym blaskiem świtu i odbiciem wczorajszego trunku zwanego „browarkiem”. W jego letniej, tymczasowej izbie następuje poruszenie.
– Schodzimy na śniadanie! – krzyk głodnego samca przebudza dorodną samicę i potomstwo.
– Tato, musimy? – szczebiocą pisklęta otwierając zapyziałe pyszczki, decyzja jednak została już podjęta. Ich żołądki wkrótce napełnią się bułkami i przetworami mięsnymi.
Punktualnie o godzinie 7.55 kompletne, wydające specyficzny zapach bojowy, stado zmierza ku żerowisku zwanym „stołówką”. Tam krzątający się w pośpiechu słudzy bez twarzy i imion, znoszą już sterty jadła i darów, które wkrótce zostaną pożarte przez wygłodniałe stada Homo Poolacus Feriae.

Nie po to pracowali cały rok aby wypoczywać w wakacje. „Chcemy złapać jak najwięcej słońca” orzeka samiec i jako pierwszy zbliża się do wodopoju z kawą, herbatą i sokiem pomarańczowym, sprawdzając jednocześnie czy młodym nie grozi niebezpieczeństwo. Teren jest bezpieczny. Inne Polacusy nie zeszły jeszcze na żer, dziś będą musiały zadowolić się resztkami jadła.

Stado, w pierwszej kolejności sięga po białe pieczywo i parówki – przysmak i główny element diety młodych, bogaty w niezbędne dla ich prawidłowego rozwoju witaminy i minerały: fosforany, cytryniany, azotan sodu, tłuszcz wieprzowy oraz przeciwutleniacze.
Kiedy Polacusy napełnią półmiski zasiadają przy stole w absolutnym milczeniu, po to aby nie zwabić na żerowisko pobliskich drapieżników: hirundinidae, chroicocephalus ridibundus, oraz chiroptera. Potomstwo w razie wydawania pisków jest natychmiastowo uciszane.
– Macie tylko jeść i nic więcej! – szepce samiec a w głosie jego czuć nutę groźby. Jeśli do głosu dopuszczana jest samica, to tylko w celu dalszego upominania potomstwa, aby „jadło ładnie” a na plaży „nie sypało piaskiem” – jest to bowiem bardzo groźne.
Polacusy przyjmują zatem miny pełne dostojeństwa i powagi, tak by jak najlepiej zamaskować dręczącą ich niechęć prowadzenia konwersacji.

Konsumują długo, jednak ich apetyt nigdy nie zostaje zaspokojony. Samiec ponownie zbliża się do stołu i otwierając podręczny ekwipunek zwany „torbą żulówką” marki BOSS zaczyna pakować do niej bułki, opakowania z dżemem i masłem a także szynkę konserwową – niezbędną do dalszego przetrwania ośmiu godzin na plaży. Jest to moment bardzo niebezpieczny bowiem Polacus może zostać przyłapany i zaatakowany przez Sługę, który wymusi od niego oddanie zdobyczy.
Zdekonspirowany Polacus odniósłby wtedy porażkę w oczach stada. Ta jednak grupa ma za sobą lata doświadczenia o czym świadczą niezdrowy wygląd cery i przebiegłość samicy: jednym ruchem przywołuje Sługę pod wymyślonym pretekstem, tymczasem Samiec zgrabnym ruchem kończy polowanie, wrzuca ostatni dżem wiśniowy do torby i oddala się obojętnym krokiem w stronę podwórza. Za nim, w milczeniu podążają młode.

Stado odniosło sukces, ale na jego drodze w ciągu tego dnia czyha jeszcze wiele niebezpieczeństw.

***
Chcesz wiedzieć jakich? Polub ten post i udostępnij go znajomym! Jeśli dotrze do 300 osób dowiesz się jak wygląda popołudnie nadmorskiego przedstawiciela Homo Polacus.

polub moją stronę na facebooku: https://www.facebook.com/czarnyKAJET/

*Ten post ma na celu: po pierwsze rozbawić czytelnika, po drugie obrazić osoby prezentujące powyższe zachowania.
** Nad Bałtykiem oprócz Homo Polacus Feriaes poznałem masę fajnych Polaków, rodzin z dzieciakami, od których emanowała miłość, radość i kultura. Niech będzie nas coraz więcej! 
#czarnykajet #czarnykajet.wordpress.com

oko wy

Nieważne dokąd wyjedziesz
zabierzesz siebie w podróż
zawsze
i nie uciekniesz przed sobą

Ty zawsze tam gdzie
ty

deklarujesz, obiecujesz
rzeczy małe i wielkie
by znów się złapać na przynętę
kłamstw i nałogów

gdyby tak miejsce potrafiło
odmienić człowieka
lecz nie potrafi

nie przy koneksji globalnej
podłączeniu i ujednoliceniu

wszędzie są ludzie ci sami
i wszędzie ty z nimi
przez kostkę z mikroczipów

i dlaczego odłożenie jej stało się wyrzeczeniem
nie wyzwoleniem
dlaczego stratą nie zyskiem?

Dusza we mnie stara
co listy, nie smsy pisała
co pieśni, nie pop śpiewała
jestem wytworem czasu, w którym żyję
a bunt kończy się karą

10 lat w Tybecie
10 na tablecie
wolności pragnę w sobie
wolności pragnę w świecie

Wiersze o butach

Butność

Nie powinno się
zakładać
nogi na nogę

Nie powinno się
celować
podeszwą w bliźniego

Jak tu wyrazić
nonszalancję
i bezczelność
kiedy się ma ochotę
a kiedy się ma też
dziury w podeszwach?

Dziury

W dwóch parach butów, które posiadam, zieją dwie dziury. W lewym najku podeszwa przy palcach dziurawa. W prawym etniesie otwór przy pięcie. Wymaga to stosowania specjalnych technik maskujących; więc gdy najki to prawą nogę zakładam na lewą, przy etniesach odwrotnie. Tylko w wysokiej trawie jestem bezpieczny przed wzrokiem tych co szukają dziury w (nie)całym.

PIOTR SARMINI

BEZ PRZEKAZU

Jedzie dalej karawan, psy będą szczekać
(Hoł, hoł, hoł) Gdzie jest przekaz?
(Hoł, hoł, hoł) Gdzie jest przekaz?
Gdzie jest przekaz?
Gdzie jest przekaz?

Gdzie jest przekaz? Co to przekaz?
Te wszystkie prawdy, które znać trzeba? Po to czekasz?
No to nie patrz, no to nie słysz
Nie ma przebacz. No bo niezbyt
Mnie obchodzi, kim są oni, i nie obchodzi mnie seria porad
Robi się z tego śmieszny serial, reżyseria Borat
(…)

Tede, Kara’van[1]

okl1

NAWIJKA I

                  Elo, mordy! Jak się bawicie?! Wszystkie ręce w górę! Kto nie skacze, ten z europolicji! Hip! Hop! Hip! Hop! Hip! Hop!

Tak sobie myślał Kajetan a.k.a. Czarny Kajet, gdy odpalał gibona od fajek, w myślach widział pulsującą salę, tłumy groupies szalejące za jego wokalem, ochronę odwróconą plecami, gdy on tymczasem zbierał tłum na sali. Tak to wszystko wyraźnie stanęło mu przed oczami, że już począł liczyć głowy na hali i kalkulować, ile od jednej zarobi, ile dla manadżera, ile dla klubu, hypemena, DJ-a, to będzie co najmniej dwa tysiące PLN dla niego, a więc całkiem rockafela, Bahamy, Seszele i siema! Siema, świecie, „siema, Czarny Kajecie” mu powie stewardessa z prowokującym spojrzeniem i spódniczką jakby za krótką, gdy on będzie leciał na koncert gdzieś hen, prywatnym jetem, pijąc szampana w trakcie turbulencji.

Ale stop! Wracamy: sala, hala i ta blondyna w pierwszym rzędzie roześmiana, już lekko pijana, w idolu swoim zakochana, już ją widzi, jak na backstage’u schodzi na kolana, i nie chodzi tu wcale o pacierz przed snem.

Te–te–tele–fon! przerywa myślo–wyobrażeń błogostan, więc wstał Kaj, choć niechętnie, z łóżka, bo nie lubił w połowie odkładać gwizdka, tym bardziej, gdy sobie karierę akurat imaginował, a miał to dość często ostatnio w zwyczaju. Po buchach na oko zmrużone siedmiu i lekkim już haju spogląda w nokię, tam numer nieznany. Sześć osiem jeden i coś tam jeszcze. Serce zabiło mocniej, dreszcz po plecach przeszedł cienkimi nóżkami, zatrzepotał muszymi skrzydłami za kotarą wejrzenia. Głos Kaj obniżył gardłowym pomrukiem, z powagą rozbijaną uwagą przez THC mówi: Halo. Siedzę w domu przesłuchałem wszystkie płyty[2]

To była próba, próba majka, próba głosu zakończona umiarkowanym powodzeniem, bo ten wciąż jakby łamliwy, stłumiony, od zbyt wielu papierosów bez filtra zadymiony. Wcisnął w końcu zieloną, albo przesunął, raz, drugi, i na opcję bezpieczną, „tak, słucham?”, zdecydował się. Wyszło z tego:

– Tak, halo? – nosz znów się pomieszało.

– Siemasz, morda – mówi głos jakby znajomy i wredna igła przekłuwa balon Kajtka wyobraźni, bo już był pewien na siedemdziesiąt siedem procent, może nawet siedemdziesiąt dziewięć, że to jakiś manadżer KRZYWO lub Nosy trafił na jego mikstejp jutubowy i chce go zaprosić na rozmowę, czy może bardziej nawijkę kwalifikacyjną. Ale to tylko Precz, znowu on się pyta:

– Jak tam ci, typie, idzie nowa płyta i czemu głos masz jakiś dziwny tubalny taki?

Głos mam zwyczajny – na to Czarny Kajet odpowiada, zaniepokojony jednak, że Precz, ten człowiek o reputacji marnej, głuchej, który potrafi nad ranem spijać pozostawione nad Wisłą butelki, tak łatwo go rozszyfrował. Nie wypada jednak z roli, pomruki, chrząknięcia z kolejnym sztachem oswoi, wraca na kołdry zaplecze.
– A płyta? Stary, pisze się, wszystko już prawie zrobione, z neta bity i tematy zainspirowane, ale także i moje wewnętrzne głosy przemawiają na niej. Tylko producenta dobrego potrzebuję, ale szukam, wiesz, szukam kogoś, kto w ten projekt uwierzy. I wytwórni, bez wytwórni będzie czyściec i piekło.

Kajet chce podawać lolka na lewą, w zgodzie z tradycją, ale sobie przypomina, że sam tu jest przecie, jak zwykle ostatnio, i mu nagle temat na kawałek wpada: „Niewidzialne ziomki”. Wow, olśnienie! Dzięki ci, marihuano, za podpowiedzenie, nigdy za niepowodzenie.

– Muszę kończyć, Precz, mam wenę, nagrywam teraz, kurwa jego mać, elo[3]!Brutalnie przyjaciela rozłącza, wykopuje z linii, i teraz nie ma go dla nikogo, bo pisze tekst jak Małolat, no, i ten typ drugi, Mes. Elo, świecie, zamykam się w Czarnym Kajecie!

Opuśćmy Kajetana na czas jakiś, bo świat ten pulsuje historiami i zdarzeniami równoległymi, których pominięcie byłoby zwyczajnym marnotrawstwem – pójściem do Luwru na godzinę, obejrzeniem jednego filmu na filmowym festiwalu, rozsypaniem zioła na wietrze, będąc na haju.

Być może zastanawiasz się, Czytelniku, gdzie jesteśmy, a rzadziej: dokąd zmierzamy? To wszystko po przerwie na reklamy.

REKLAMA I

Dom nierzeczywisty, pożyczony od gwiazdy Eufemii Plotek, perfekcyjna kuchnia. Mama 1 uśmiechnięta masuje chleb margaryną. W tle Vivaldi „La Follia”, dzieci biegają, krzyczą wyciszone.

DZIECKO 1

     Mama! Zrób kanapki, bo mi się bluzka pobrudziła od bólu głowy!

Mama 1, patrząc w kamerę.

MAMA 1

     Haha! Moje małe rozrabiaki, zawsze coś nabroją! Na szczęście mam nerwostop i już nie palę!

MAMA 2

     To prawdziwa ulga dla moich stóp!

DZIECKO 2

     I teraz możemy jeść to, co chcemy.

MARGARYNA

     Szur, szur.

Wszyscy zaczynają się śmiać.

***

Fragment mającej ukazać się na jesieni książki „Bez przekazu” autorstwa Piotra Sarminiego.

rysunek: Anita Gościniewicz

Kolejne nawijki sprawdzaj na przetwor.wordpess.com

——————————————————

[1] Tede, Kara’van, [w:] #kurt_rolson, Wielkie Joł, 2014.

[2] Pezet, Halo, [w:] Muzyka Rozrywkowa, Konkret Promo, 2007.

[3] WWO, ZEN, [w:] Witam was w rzeczywistości, Prosto, 2005.

[4] Małolat & Ajron, W weekendy żyjąc, [w:] W pogoni za lepszej jakości życiem, Prosto, 2004.

Gejzery i wulkany [wiersz]

Moje ciało
pełne jest uśpionych wulkanów i gejzerów

niespokojne ruchy płyt krwi
wojny limfocytów z bakteriami
meteory spadające w twarz
pożary i zadymy płuc
powodzie i klęski etanolu
długotrwałe susze i nieurodzaj

to wszystko prowokuje wulkany i gejzery
życie prowokuje wulkany i gejzery
flegma, szlam, złogi, ropa
szuka ujścia i
WYBUCH!
czerwone erupcje na czole i wardze
białe erupcje z fiuta
tłumy turystek chcą to podziwiać
pomarańczowa lawa z ust i nosa
zalewa kibel, wypala brzegi
odwracasz oczy
wulkan z odbytu
erupcje najohydniejsze i zwierzęce najbardziej,
a jak świadczące o ludzkiej kondycji!
zielone gejzery i wydzieliny z nosa
złota ropa skamieniała w kanaliku ucha
jucha z rany ciętej dłoni od kuchennego noża
gówno  rany kłutej brzucha od ulicznego noża

jak zręcznie się dziś uszczelniamy!
starzec chory tylko powie:
„ciało to gejzery i wulkany”


18.05.2017

Różewicz wyartykułowany

Piotr Sarmini

Różewicz wyartykułowany:
człowiek i cywilizacja w dwóch ujęciach

                  Może cieszyć, że na polskiej scenie rapowej wyrastają twórcy dojrzali, zaczynający rozumieć pokrewieństwo liryki własnej z tą, która (nie bójmy się tego powiedzieć) nadała im tchnienie – poezją. Rap bywa tłumaczony jako skrót od „rhytm and poetry” i te wspólne mianowniki – melodeklamacji i poezji pisanej, najpełniej zetknęły się na płycie „Różewicz interpretacje” w wykonaniu dwóch, czołowych polskich MC’s: Sokoła i Hadesa uzupełnionych muzyką zespołu Sampler Orchestra. Inicjatorem płyty była wytwórnia Prosto i  Narodowe Centrum Kultury.
Zestawienie dwóch na pozór odmiennych światów: poezji Różewiczowskiej ze stricte współczesną formą rapu wypadło dla obu niezwykle intratnie. Syntagmatyczne wiersze poety, mogły się zdawać w pewien sposób nieprzekładalne na język żywy, mówiony, bo jak sądzę jest to dla wielu jedna z tych poezji, którą czyta się „w myślach”, a jeśli rzadko bardzo na głos to jakoś niezgrabnie, nie odnajdując w niej rytmu. Artykułujący czytelnik wierszy Różewicza łatwo może popaść w zbędną sakralność objawiającą się długimi pauzami po każdym z wersów, lub też chybotliwą popędliwość dającą efekt nie czytania, lecz strzelania z sylabicznego karabinu. Łatwiej jest przecież czytać heksametry niż pojedyncze słowa, niekiedy ich zbitki pozbawione interpunkcji. Duet raperów udowodnił, że Różewicza nie tylko można, ale także warto czytać głośno. Wydeklamowana odpowiednio poezja jakby „stała się na nowo”, zyskując brzmieniowe symofnie, odkrywając nowe sensy, dosłownie wyrosła z pokrytych tuszem, milczących kartek tomików. Ogniwem spajającym poniższe porównanie będzie wykonawca wiersza  Zielona Róża – Hades, który to utwór porównamy z piosenką Robo Ty jego autorstwa. https://www.youtube.com/watch?v=vFsUGR4uK2U
Jak wobec niedoszłego absolwenta historii sztuki, członka Neoawangardy Krakowskiej tj. Różewicza wypada twórczość stricte współczesnego samouka, warszawskiego rapera Łukasza Bułata-Mironowicza (ur. 1985) występującego pod pseudniomem Hades? Ma on na swoim koncie ponad 40 muzycznych projektów, w tym cztery płyty z zespołem HI-Fi Banda, duety z czołowymi polskimi raperami: OSTR, Rak Raczej, Sokół i dwie solowe płyty. Trudno jednoznacznie przypisać jego twórczość do, któregoś z nurtów polskiego rapu, oscyluje ona wokół tzw. świadomego rapu (Nie śpię)  przeplatając się z szeroko pojętym życiem ulicy (Warsaw Outodoors) i refleksją kosmologiczną (por. Kosmos to rytm¸tegoż), możnaby pokusić się o sklasyfikowanie jej jako „nonkonformistycznego pragmatyzmu miejskiego”.
Jednym z wierszy jakie wydeklamował Hades na płycie „Różewicz Interpretacje” jest Zielona Róża, wiersz poruszający problemetykę rozrastającej się, XX-wiecznej cywilizacji a w konsekwencji wyobcowania jednostki. Trzecia strofoida pełni dla podmiotu lirycznego funkcję autopoznawczą. Zestawmy ten wiersz z utworem „Robo Ty” Hadesa, aby przekonać się czy między twórcami istieją: podobieństwa doświadczenia, wniosków, formy i środków wyrazu.

Wielkie miasta

rosną

przeludnione

wyludniają się

przypływ

i odpływ

ławice ludzi

tak blisko obok

jedno przy drugim (…)wersy 1-9

 

Różewicz zwraca uwagę na zjawisko gwałtownego przyrostu ludności po II wojnie światowej, ten wątek zaznacza także w wierszu Moje ciało:

Zwierzęta które rozmnożyły się tak zatrważająco nieobliczalnie
W XX wieku

W obu przypadkach przyrównuje świat człowieka do uniwersum zwierzęcego (ławice). Można odnieść wrażenie, że Różewicz siebie stawia w opozycji do narastającej fali ludzkości, jakby wyobcowany zarysowuje niemy konflikt między jednostką a społeczeństwem.

 

W jaki sposób Hades rozpoczyna swój utwór „Robo Ty”?

To nowa epoka super mocarstw
Człowiek kontra technologia, folia i szkło
Kto jest kto? 3, 2, 1, 0 – próba ognia
Ja nie dam się zwariować żadnej ze stron
Nowe dobro to zło, od monitorów mamy krótki wzrok
Duże bloki, niebieskie szyby po horyzont
Szeroki kąt, oko kamery śledzi mój każdy krok
2-0-1-4 rok zaraz po końcu świata

Refleksja rapera opiera się na typowej dla polskiego hip-hopu opozycji: pragnąca wolności jednostka kontra ciemiężniczy „system”. Ów „system” przyjmuje w rapie różne formy i środki opresji, bezpośredniego przymusu: nieobywatelskie prawo, policję, inwigilację, prymat pieniądza itp. Hades podobnie jak Różewicz zwraca uwagę na ludzkie masy (duże bloki), lecz także wzbogaca poetycki obraz o wymienienione wprost wytwory cywilizacyjne: folia, szkło, kamery, monitory, które służą w istocie do degradacji, upośledzania, i kontroli istoty ludzkiej. Konsekwencją powyższych zmian cywilizacyjnych jest m.in. osamotnienie jednostki, jej zagubienie w tłumie anonimowych twarzy. Różewicz ponownie sięga do metaforyki zwierzęcej, w jego oczach ludzkość przypomina bezładny, przepełniony ul czy mrowisko. Z kolei Hades zauważa, że w XXI wieku jedyną sferą wolności stał się internet, jednakże wypacza on kontakty międzyludzkie, czyni nas podobnymi do maszyn. Wciśnięcie przycisku enter, zastępuje mowę.

 

 

           Zielona Róża                                                         Robo Ty


ale w roju

bez matki

zaczynamy żyć coraz samotniej

odległość od człowieka do

rośnie pod neonami

w przeludnionych miastach

wersy 15-20

 

Nowa era – bioelektronika, światłowody
Połączenie ogranicza, tylko w sieci jesteś wolny (….)
Zwrotka 1 wersy 15-16

FB chce się żyćenter – nie mów nic zwrotka 1, w. 20


[Cuty: DJ Kebs] (refren)
Ro-roboty, poczuj strach, pojawią się kłopoty

 

 

 

Podmiot liryczny Zielonej Róży wymienia różne formy utraty koneksji z drugim człowiekiem: odejście dzieci z domu rodzinnego, koncentracja na karierze, alkoholizm – to wszystko co mogło go odseparować od dawnych towarzyszy życia. Zdaje się cierpieć z tego powodu, sam siebie stawia z boku, w roli obserwatora przemian społecznych.

 

zostajemy z garstką najbliższych

ale i oni odchodzą

każde w swoją stronę (…) wersy 24-26

jeszcze inni

odchodzą do swoich jaskiń

z mięsem w zębach

słabsi zostają

przy barach stolikach (…)wersy 37-41

i nikt nie przyznaje się że odchodzi

lepiej nie robić zamieszania

więc wszyscy żyją wiecznie wersy 49-51

 

Hades byłby tym o kim pisze Różewicz, typem, który umyślnie oddala się od bliskich, szuka zapomnienia, „nie przyznaje się, że odchodzi”:

 

Nie jestem twój człowiek, noszę w kieszeniach dłonie
50 nieodebranych połączeń w telefonie
Pierdolę technologie, może potem oddzwonię
(…)

Piszę teksty na projekt, tworzę historię, wiem co dobre, co złe
Kruszę piątkę na stole – niestety to mój zen

 

Tutaj między autorami następuje rozdźwięk: Różewicz –człowiek społeczny, który poznania Innego pragnie, cierpi nad niemożnością; Hades – człowiek przesycony, odnajduje satysfakcję w samotności i używkach.


W muzycznej interpretacji Zielonej Róży muzycznie i wokalnie wyróżniono drugą strofoidę. Bit zostaje znacznie wyciszony ustępując miejsca głosowi, na który nałożono efekt megafonu, daje to wrażenia jakby słowa były kierowane do zbiorowiska ludzi, jak gdyby były rodzajem manifestu i postulatu. Taką uwypuklającą aranżacje potwierdza podmiot liryczny, który zwraca się do odbiorów w liczbie mnogiej:

 

pamiętajcie

byliśmy otwarci

w czasach największego ucisku

cudze cierpienie i cudza radość

łatwo przenikały do naszego wnętrza

wasze życie biegło do mnie

ze wszystkich stron

teraz okrywają nas pancerze

tylko przez pęknięcia

w twarzach

można zobaczyć

 

Słowa te wyrażają tęsknotę za ludzką szczerością i prostotą. Zmechanizowanie i enigmatyczność człowieka wyraża także podmiot Robo Ty, umieszczając je jednocześnie w szerszym kontekście współczesnych wojen:

 

Wojny robotów bez duszy zbudowanych z mięsa
Od prezydenta do premiera, sekretna agenda (….) zwrotka 2, wersy 1-2

Ziemia jest za mała dla nas dwojga, wiec wojna
Masz zabić swego brata, to jest rozkaz
Że Bóg wybacza jeśli jest po twojej stronie
To nie prawda, wierzycie w jakiś błędne teorie (…) zwrotka 3, wersy 11-14

 

Trzecia strofoida Zielonej Róży to wyraz wątpliwości podmiotu wobec własnych funkcji poznawczych, możnaby te rozważania określić jako „sceptycyzm względem własnego sceptycyzmu”. Podmiot miota się między tym co myśli i co czuje, nieudolnie próbuje zdefiniować swoje stany by dojść do wniosku, że czuje po prostu „nic”, „nic jest w nas” oświadcza koncepcyjnie w ostatnim wersie. Sposób wykonania trzeciej strofoidy to absolutne mistrzostwo w wykonaniu Hadesa i Sampler Orchestry. Bit przyspiesza i ucina się odpowiednio z nadchodzącymi, krótkimi wersami zaś ostatnie cztery wersy zostają zaacentowane poprzez wspomniany już efekt megafonu.

Inna jest refleksja Hadesa nad stanem własnym i ludzkości, chociaż trudno nazwać ją optymistyczną. Niesie ona z pewnością nadzieję na lepsze jutro, implikuje wiarę we własne możliwości:

 

Stanąłem na nowej drodze rozumiem każdą godzinę
Bo żyję własnym życiem, tylko tyle zwrotka 3, wersy 15-16

XXI wiek od reszty dzieli wielka przepaść
Jesteśmy na krawędzi 
wysoko, jak Nepal
Nasze błędy i małe zwycięstwa
Dążymy do perfekcji ale ścieżka jest kręta zwrotka 3, wersy 17-20 (ostatni)

Reasumując w poezji XX wiecznego mistrza i XXI wiecznego pretendenta odnajdujemy wiele podobieństw i wspólnych motywów, jednak nadużyciem byłoby stawiać między nimi znak równości. Wydaje mi się, że w powyższym zestawieniu rap porusza więcej wątków, jednakże nie stawia nad nimi ostatecznej kropki. Poezja zaś Różewicza dąży do zdefiniowania i rozwiązania jednego problemu, ale czy to rozwiązanie daje? Nic jest w nas z pewnością nie może być ostateczną odpowiedzią. Podobnie jak aforyzm o krętej ścieżce.
Różne są formy wyrazu obu poetów, nieregularne wersy Hadesa (10-15 wersów) ujęte w 20-wersowych strofoidach, kontra syntagma Różewicza i urywane słowa. W powyższych tekstach widać pewien kontrast czasów, w których powstawały, objawia się to szczególnie jeśli mowa o mieście i cywilizacji.
Wydaje mi się, że Różewicz byłby zadowolony z tego, że jego poezja kwitnie wciąż i trafia do serc kolejnych pokoleń odbiorców.

 

Źródła:

Utwór Sokół / Hades / Sampler Orchestra – Zielona róża (audio): https://www.youtube.com/watch?v=vFsUGR4uK2U

Hades, Robo Ty, tekst: http://genius.com/Hades-robo-ty-lyrics

  1. Różewicz, Zielona Róża: http://donkaja0335.blog.onet.pl/2012/05/29/tadeusz-rozewicz-zielona-roa/