Tagi mordo

1 posta

Kończy się mordowanie, zaczyna się byczenie.

Mordo i byku zbijają grabę

Nowsze pokolenie i periodyczne odświeżanie słownika o zwroty bezpośrednie zatoczyło kolejne koło. O ile kiedyś popularne było zwracanie się do kogoś per „przyjacielu”, wulgarniej, dystansując „typie”, potem długo królował „ziom” a.k.a. „ziomal” to niezaprzeczalnym hitem ostatnich dwóch lat jest „Morda”.

Morda, mordeczka, mordziunia umożliwiająca przeprowadzanie całych nieomal konwersacji:

– Mordo, mordo, mordo…

– Łe kurwa, mordo, mordo.

– Ale mordo!

– Mordziasto.

– No mordo.

Bardzo familiarny sposób, jakże zbliżający dwóch mężczyzn do siebie, akcentujący to, co w odbiorze drugiego człowieka jest najważniejsze – twarz. Ale dziś ciało zaczynać być nad twarz przekładane.

Czy to pokłosie kilkuletniej już mody na siłkę i jakiejś globalnej mutacji męskich (i kobiecych, ale to temat na inny tekst) ciał, czy influencje rapowe, zapewne jedno i drugie. Oto proszę Państwa nadchodzi: BYK.

Siema byku, trochę mnie tu nie było
Zwiedzałem świat z moją muzą”

Byk jest spoko, byk jest zły, byk ma bardzo ostre kły. Wszystko z nim w porządku, o ile ktoś sobie na order Byka zasłużył, bądź też jego ciało jakkolwiek może bycze przypominać. Ale robi się dziwnie kiedy określenie tym zaczynają się obdarzać swobodnie nawet internauci nie widzący nigdy nawet drugiego „Byka” na oczy.

„Morda” parała pijacką sympatią, ale „Byk” to już wyraz szacunku, którym nie powinno się chyba obrzucać byle kogo. Co to za bykowatość skoro Bykiem jest twój wieloletni przyjaciel, a potem koleś, którego raz na miesiąc widujesz na siłce. Przypomnijmy, że Zeus porwał Europę pod postacią Byka. Czy to już niezbyt przesadzone tak każdego brać za rogi?

Kolejnym przejawem walk o parującą męskość jest zbijanie szerokich, sierpowych GRAB przez gości noszących rurki i afiszujących się zimą nagością swych kostek. Wiecie o co chodzi, ten rodzaj graby, po którego poprawnym wykonaniu następuje odpowiednie „klaśnięcie” i obopólna satysfakcja. Nic nie mam do grabienia, sam się tak czasem witam. Ale z przyjaciółmi, kumplami, dawno nie widzianymi, taka graba to nawet czasem zaproszenie do męskiego uścisku, poklepanie po plecach Mordo-BYKA dawno niewidzianego. Ostatnio jednak bywam świadkiem sytuacji, w których graby są zbijane przez facetów mijających się na przystanku czy stacji kolejowej. Jeden idzie, spotyka grupę jakiś znajomych i bez słowa zbija im trzy obszerne graby, po czym nie zatrzymując się nawet na sekundę spieszy się dalej. Czy tak się objawia szacunek? Czy byłoby lepiej gdyby przy każdym klaśnięciu wyrzekł sakramentalnie: „byku…”

Po co? Po cóż ta cała pseudo-familiarność męski rodzie? Czy nie powinno być tak, że wyrazami sympatii obdarzamy tych, których lubimy/kochamy naprawdę, którzy są nam bliscy? A z pozostałymi samcami się kujemy, walczymy o dominację liryką i ciałem?!

Nie! Dziś te całe „BYCZENIE” i „GRABIENIE” stanowią wyraz tego co utracone, tęsknoty za prawdziwą solidarnością i przyjaźnią, tęsknoty za rozproszoną w sklepowych witrynach męskością. W moich oczach ten kto nadmiernie Byczy i Grabi sam pragnie być przez wszystkich Byczonym i Grabionym. A taki jegomość w gruncie rzeczy mocno jest niepewny siebie. „Nie bądź jak agentura zbytnio towarzyski. Bądź bliski dla bliskich”. Byczenie i grabienie ogranicz MORDO do swojej farmy.