Tagi ground zero mixtape

1 posta

PRO8L3M „Ground zero mixtape” #RECENZJA

PRO8L3M „Ground zero mixtape” #RECENZJA

Uprzedzam z góry, że tekst ma formę lekkiej analizy filologicznej, stąd liczne cytaty i wchodzenia w „podmioty”.

Odpalając kolejne dzieło warszawskiego, teraz już międzynarodowego duetu, chciałbym jednocześnie odpalić papierosa, wygodnie rozłożyć się w fotelu, zamknąć oczy i posłuchać. Zaufać. Utonąć w toni perfekcyjnie dobranych dźwięków, złączonych z zaskakującym  flow i liryką. Jednym słowem uczynić to do czego PRO8L3M zdążył mnie już przyzwyczaić – do zaufania, bezpytaniowego pożyczenia kilku stów i kilkudziesięciu minut uwagi. Ale w przypadku tego albumu na zaufanie miejsca nie ma i być nie może.

Po pierwsze to efekt bitów. Rejvowych, na przestrzał elektronicznych, i może mieszają się tu jeszcze inne gatunki, ale pewien nie jestem. Nie wiem, bo choć album wydany jest razem z zinem, to znalazło się tam jedynie miejsce na kilka cytatów i fotografii (a właściwie to jednej i przetwarzanej) autorstwa Ady Zielińskiej, okrytych narkotycznymi soplami Thomasa Le Pivota. O ile konotacje i zapożyczenia na „Art Brut Mixtape” były jasne, bo osadzone w największych, synthpopwoych hitach Polski lat 80′, o tyle w przypadku „Ground Zero Mixtape” twórcy nie sprezentowali odbiorcom jaśniejszych odnośników do oryginalnych utworów*.

Przejdźmy do środka, do esencji. Mixtape otwiera chronologicznie numer „Styl sportowy”, szkoda, że wersja albumowa niczym nie różni się od tej dostępnej na Spotify. Na „Art Brut” nabywca fizyka, dostawał skromny, ale jakże miły prezent w postaci otwierającej nawijki do „Stówy”: „Art Brut Mixtape, sztuka marginesu dzieciaku, aha, sprawdź to” – wersja cyfrowa była pozbawiona tego wejścia.

„Styl sportowy” zwiastuje to, co dane nam będzie usłyszeć na przytłaczającej części płyty, to jest nawijkę o złości – (pierwsze słowa „Tak, jestem wkurwiony”), dalej o kobietach, pieniądzach, używkach i przyspieszonym kodeksie ulicznych zasad – czyli tym do czego przyzwyczaił nas najbardziej erudycyjny z uliczników:

Lecimy na dancing
Ona niebieskie rzęsy
Ja glany, martensy

[Zwrotka 2: Oskar]
Nie, nie widziałem
Nie, nie słyszałem
Nie wiem, nie znam go wcale
Nie było mnie tam, spałem
Bez nazwisk, bez wzmianek

Numer osadzony jest w klimacie lat 90’tych, dla Oskara stanowi jakby powrót do ery grungeu i rzeczywistości topniejącego PRL-u.

Dalej są „Macki meduzy”, utwór naprawdę otwierający mix:

Zamknij oczy i uwierz mi, zapij to wódą i lećmy
Ten miks nie jest bezpieczny, ale piguła jest dziś nieobecny

„Macki” to jedyny numer, w którym podmiot ulega fizycznej dominacji ze strony kobiety

Chciałem jej nalać do miarki, ale wyśmiała i przelała do szklanki
Panna pokazała ci majtki, ona mi po co naprawdę są kajdanki
Dobrze, że mam twarde nadgarski, gorzej znoszą to jej koleżanki

Oskar opisuje tu kobietę mocną, dominującą femme fatal, którą respektuje na poziomach emocjonalnym, fizycznym oraz intelektualnym. I czy to ta jedyna, o której przyjdzie nam słyszeć jeszcze później, w dalszych częściach mixtape’u?

[Refren: Oskar]
Ona szepcze mi do ucha, a jej szapcze diabeł
Jest jak nad miastem koszmar, który musi wreszcie nadejść
Byłem zły, z nią jestem jeszcze bardziej
Chcę jej nagiej, albo ona, albo nie chcę żadnej

Kobiet jest tu całe mnóstwo. „Ground Zero” to rozwinięty, Pilchowo-Pezetowski „Spis cudzołożnic”, gdzie dostajemy, mniej, lub bardziej złożone opisy kobiet pięknych, zepsutych, naiwnych, głupich, cynicznych. Modelka, jak z „V8” ona fajna, z twarzy jak Jessica Alba.
Na skitach mężczyźni rozmawiają głównie o kobietach. Przedłużenia i przetworzenia z „Makijażu” (Hack3d by Gho5t), tylko, że teraz ONA widziała „fotostory z Anką”, a nie „wysłała test ciążowy”  z czego może być chryja.

„Lody włoskie” to kolejny opis związkowo-seksualnych ekscesów, tym razem z kobietą, dla podmiotu, sortu drugiego. Zdradzaną, okłamywaną: nie w tym rzecz, że się zmyła, rzecz w tym, że mnie nakryła, po ostatnim zajściu, zamiast romansu jest jej płaszcz.

Mizogeniczny stosunek Oskara do kobiet w ogóle nie uległ zmianie w stosunku do „Tori Black” z pierwszego albumu, gdzie podmiot deklarował, że lubi duże dupy i płaskie brzuchy, jednak pewne, bardziej romantyczne momenty z „Jakby świat kończył się” sugerowały, że może da się kochać i da się dostrzegać piękno, nawet we wszechogarniającym, szarzejącym brudzie blokowisk. O ile wersy w stylu ogień w piczy już budziły pewne grymasy o tyle to co prezentuje Oski w utworze „Na audiencji” (sytuacja odwrotna niż w „Mackach meduzy”) budzi już niesmak.

Włożyłem jej całego, aż przypomniała sobie co było dziś do szamy
(…)
Dla odpoczynku znalazł się w jej ustach smoczek
Zrobiła minę, jakby miała wypić z rana ocet

Niesmak jakby się udziela, nie ze względu na praktyki seksualne, co ich opis: brutalny, bezpardonowy, prostacki. I może jest to metoda: uderzać wprost, bez kozery, ale jeśli tak, to po co te „smoczki”, pseudo-niedopowiedzenia i niby-zaokrąglenia? Numer ratuje Steez, nadając mu swoim głębokim wokalem, nieco więcej klasy i blasku:

[Outro: Steez]
Ona ubrana w złote cacka
To nie po parku przechadzka
Długie szpony, słony pot
Na oczach opaska
Kostki lodu, waniliowe masła

Przy dziewiątym numerze „Fair Play” następuje lekkie przełamanie dotychczasowej konwencji. Oskar daje popis swojego ulubionego środka poetyckiego, jakim jest anafora:

To inna historia, że gadam z Bogiem o piekle
Inna, że śmigam ostro, bo nie wiem jak wcisnąć heble
Inna, że trzymam fason, a jestem jak małolat we mgle

I tu warto zwrócić uwagę na motyw piekła, który przewija się na albumie kilkukrotnie:
to co miałem właśnie się smaży w płomieniach – Magnolie
sprawdzę, które piekło jest najmniej uciążliwe –
Vanitas

co w końcu odkrywa maski podmiotu, dając nam pojęcie na temat realnych strat i kosztów prezentowanego przez rapera stylu życia,

Dalej mixtape ewoluuje. W dobrą stronę. Gdyby chcieć zliczyć wszystkie zaimki „ona” i „jej” występujące na albumie, wyszłoby tego kilkadziesiąt. Choć „Ground Zero” stanowi wyraz męskiej dominacji i apoteozy życia macho, jest paradoksalnie zdominowany przez kobiety. Album nabiera kolorytu wówczas, kiedy Oskar rezygnuje z opisów przygodnych wojaży a skupia się na kobietach swojego życia, czego przykład dostajemy we flagowym numerze „Flary” opisującym, trudną, agresywno-pasywną relację między mężczyzną a kobietą. Kiedy podmiot przyznaje się do uczuć: tęsknoty i straty wywołanych brakiem tej jednej, przy której wszystkie maskarady: picie, lans, życie na pokaz, miały sens.

Doskonale sprawdzając się na płycie momenty wokalne, jak w luzującym atmosferę „Puerto Rico”, gdzie zostaje złamana koncepcja rave’u, a Oski pozwala sobie na knajpiane, pijackie zaśpiewki, brzmiące zaskakująco dobrze i rytmicznie. Podobnie jest w „Magnoliach”, gdzie śpiew znów stanowi wyraz (a jak) historii o kobiecie.
„Iskry” to pierwsza, poważniejsza spowiedź podmiotu na płycie, a śpiewane wstawki nadają jej pozornej lekkości w ciężkości bytu.

W ogóle na całym albumie Oskar dużo lepiej prezentuje się na bitach wolniejszych, które prowokują do refleksji, dają miejsce na jego charakterystyczny off beat, kiedy może na chwilę, zwolnić a nie pędzić w pogoni za wysokim BPM.

Moim absolutnym faworytem z płyty jest „Golden”, czyli opis psychodelicznego tripa po grzybkach, który rezonuje oczywiście z bezkonkurencyjnym, witkiewiczowskim „Strumieniem” z LP.

Ona gnie się jak promile mordę
Wyciąga sztylet, by wbić mi w żołądek
Siadam na fotel, a dopiero potem myślę, że na chwilę usiądę
Ooo, sufit jest niebem, sztos, diamenty śniegiem

Im dalej tym lepiej: „Vanitas” i „Sick boy” stanowiące kontestację życiowego pędu i sprzecznych, narzucanych przez kulturę wytycznych:

Pracuj, się spełniaj, miej cel
Marzenia, przyjaciół, błędy popełniaj, miej rodzinę
Cierpienia, nie miej hajsu, sadź drzewa
Weź kredyt, spłać kredyt, nie miej czasu
Biegaj, skończ studia, miej dziewczynę
Weź ślub, miej córkę, miej kłótnię

Weź rozwód, ożeń się ponownie

Kolejny utwór „Półsny” wydaje się redundanty w stosunku do „Flar”, ale jakże dobrze oddaje złożoność, skomplikowanej, pełnej relacji między mężczyzną i kobietą.

Na końcówce, słusznie oznaczony w długości trwania jako znak nieskończoności (pozioma ósemka) „Byłem tam” – numer podsumowujący zebrane doświadczenia i stanowiący o autentyczności podmiotu SPOWIEDŹ. Nieskończoność zdaje się sugerować, że podroż ta nigdy nie dobiegnie końca, a zeszłe błędy i doświadczenia, oraz przebłyski czystości powtarzać będą się do końca.

„Szkoda, lecz zapomnę jutro, co otwarty umysł mówi dziś” – Księżycowy krok, Art Brut Mixtape

Reasumując „Ground Zero Mixtape” to dobry materiał. To tylko i aż dobry. W zestawieniu z poprzednimi, absolutnie genialnymi w mojej opinii albumami, ten wypada co najwyżej dobrze. Jest to płyta zdominowana przez ubiegłe, niezmienne doświadczenia, głównie oparte na relacjach damsko-męskich, które ten album przytłoczyły. I może zabrakło w tym nieco lekkości, innego spojrzenia, porzucenia atmosfery macho na rzecz czystej radości i kontemplacji bycia z kobietą.

Otrzymaliśmy to, do czego przyzwyczaił nas PRO8L3M: szorstki, męski materiał, doskonale wyprodukowany i świetnie nawinięty. Jest tylko jeden problem. Ten bohater się nie zmienia. I chyba już nie zmieni. I może w tym paradoksalnie tkwi jego siła.

Piotr Sarmini

***

Sprawdź moją recenzję HACK3D by GHO5T: https://czarnykajet.com/2017/06/08/pro8l3m-hack3d-by-gho5t-2-0-recenzja/

 

*Może to być kwestią unikania pozwów za wykorzystane fragmenty i (czy?) sample, która to kwestia nie jest wcale abstrakcyjna, a w Stanach wręcz oczywista. W 1991 roku Cold Chillin Records – młoda, amerykańska wytwórnia hip-hopowa została pozwana przez piosenkarza Gilberta O’Sulivana za nieautoryzowane użycie fragmentu utworu „Alone Again (Naturally)” z repertuaru artysty, który to znalazł się w analogicznie zatytułowanym utworze z pływy „I Need A Haircut” Biza Markiego, wydanej nakaładem CC. Sąd uznał wniosek powoda i narzucił na wytwórnię karę, która stała się powodem jej niewypłacalności i w rezultacie zamknięcia.