Kategorie WIERSZE

26 postów

liryki

noc piątkowa

To wydarzyło się dawno…

 

To wydarzyło się dawno
początki są nieistotne
wdech wydech spojrzenie
impuls elektron połączenie
nie jestem chemikiem nie pytaj mnie
jestem człowiekiem to się czuje
wcale nie raz w życiu
czuje się setki tysiące dziesiątki tysięcy
jak masz szczęście
i jak sobie pozwalasz
kochać

zaczynam od siebie
wciągam biel
zaciągam dym
oszukuję
moje ciało to czuje
już nie daje się nabierać
te sztuczki są zbyt stare
zapisały się w pamięci komórkowej
a jej numer w głowie
więc ginę
bo nie czuję
słabość
głos się łamie nie pobiegnę do tramwaju
nie wydam dziś z siebie zdania oznajmującego
słucham tylko i pytam
nie ma mnie

ale kiedy jestem
to czuję
i mówię prawdę
ciało to czuje
odtwarza sztuki nowe
zapisane w pamięci komórkowej
joga medytacja bieg
nie pamiętam jej numeru
pamiętam słowa
i żyję
mocny
tak mocny, że łamię słabszych niechcący
jeżdżę autem śpiewam pęcznieję
jestem tak bardzo
że na ciebie zaczyna brakować już
miejsca

 

2:34, NP1, , 20.06.2020, Bagatela

 

pisane przy utworze i wraz z nim też może być czytane: 

#OD

wtorek, P, Nπ, lipiec, Jarosławiec

Dzień jest słoneczny, budzi mnie o czwartej blask, pierwsza myśl to myśl o tobie i wiem, że już nie pójdę spać. Wychodzę przed chatę, szum lasu, śpiew ptaków. Jest jeszcze chłodno, ale z każdą minutą powietrze ogrzewa się. To będzie dobry dzień. Czuję to. Zimną wodą z ogrodowego węża obmywam twarz. Idę boso, w stronę drzew, wychodzę za ogrodzenie i teraz już zaczynam biec. Chciałbym biec do ciebie, chciałbym abyś czekała na mnie siedząc na kwarcowym piachu i uśmiechała się. Las przynosi świeży chłód, igły lekko kują stopy, patrzę uważnie na ścieżkę, aby nie uderzyć palcem w korzenie, nabieram pędu, teraz już lecę. Zamykam oczy, wyobrażam sobie ciebie. Musisz jeszcze spać, śpisz, czuję to. Uderza o sosnę twarz uśmiechnięta, mdleję.

warszawa

Poemat 3 III 2020

Poemat 3 III 2020

 

Im jesteś starszy tym wena pojawia się rzadziej

wena to przebłyski z młodości

kiedy widziałeś, czułeś, zachwyciłeś się po raz pierwszy

podróże to wena

obfitują w pierwsze chwile

 

Nie ma przekazu, bo wszystko zostało już przekazane

co zostać miało

tak też twierdzono w 1234 roku

 

Nie ma przekazu, bo nie ma się przeciwko czemu buntować

wszystkie sprawy przeciw, którym można było się buntować

zostały już obsadzone przez innych kontestatorów

a ci z kolei stali się śmieszni,

bo w swym buncie powszechni, przeciętni, zwyczajni

bunt stał się ich tożsamością zbiorową

„my buntownicy” – żenada

prawdziwy bunt, to bunt jednostki, jednostkowy!

więc jeśli się buntować to tylko przeciw zbiorowym fakekontestatorom

 

Jest trzeci marca, Warszawa dziś fajna

noszę letnią kurtkę, bo wyszedłem rano, tylko na chwilę,

a już jest wieczór, jeszcze nie wróciłem

do kamienicy, w dobrej dzielnicy, wokół mnie ludzie dzicy

piękni, piękne kobiety, mężczyźni, wszyscy piękni

a jeśli brzydcy, to też piękni

odbija się ich skóra od wilgotnych chodników, oświetlonych latarń

zęby radości

idę przez warszawskie ulice

pachną paliwem i życiem i winem i wentylacją, pachną pracą i zasłużoną przerwą

są dziś ostałe, osiadłe, są sobą, jakby dziś nikt nowy do miasta nie przyjechał

jakby w końcu miasto odpoczęło, stanęło na pięć minut, przestało przyjmować nowe, przestało wyrzucać stare, jakby po prostu było na chwilę takie same

kierowca skutera—ubera, na chodnik się wdziera, prawie upada, na bok, lecz się ratuje,

zabawne to, a nawet się nie uśmiecham, normalne. większość udaje pracowników, a wewnątrz nic – tylko człowiek.

 

Za dnia: kseruję w ksero, podchodzi el menelo, ledwo się trzyma, spłukane zero, stoi ledwo

na kartce zaczyna pisać długopisem pożyczonym, co też mu mają napisać na komputerze

pracownik zaznacza: „to będzie pięć złotych za napisanie, to łącznie z kserowaniem będzie osiem trzydzieści”

tamten szasta hajsem, wysypuje na ladę – nie wiem – osiem sześćdziesiąt trzy może i mówi, że „dobra”

pisze

w jednej ręce ma kubek kawy z automatu

bogacz pisze

słania się

„pan tu nie zasypia”

„pan już nie pisze”

„pan już mi to pokaże”

pan, pan, pan

Polak nawet obsranego żula nazwie „panem”

jeśli to żul mu płaci

„pan się ujebał gównem proszę pana”

Pan

lecz to nie panowanie mnie zdejmuje, a współczucie,

które się wyraża w nas wobec „Pana”

nikt się nie śmieje z niego, nikt się nie dziwi, nikt nie wybrzydza

to Praga-Północ i każdy tego pana akceptuje

nawet to, że się kładzie na ladzie

okej – napisano, skserowano – dostał, co chciał, poszedł

i ja poszedłem.

 

Warszawa nocna

już nie chłodna

moja niemoja

kiedyś moja

lecz odkąd ją opuściłem

te kilka lat temu

najpierw Zielonka, potem morze, potem Poznań, potem morze znów,

potem Praga na chwilę i znów Zielonka i teraz od września znów Warszawa

w końcu Warszawa, moja niemoja prawdziwa Warszawa

opuszczona,

jak dziewczyna po rozstaniu, i teraz znów zszyta

nie ufa już

nie zaufa tak mocno już nigdy

ale cieszymy się

docieramy

ufamy

roztaczamy blaskami.

 

Whisky w „Norce”

niech „Norka” trwa i nie zamyka się nigdy, tylko o tyle proszę

wszystko płynie, pantha rei

wódka płynie i whisky

„dżeka poproszę”

„to będzie dwanaście złotych”

daję piętnaście

znaczące: „dziękuję”

dziękuję

stoję sam przy barze

obok facet rozwiązuje test matematyczny

„matura?” – pytam

jego kobita się śmieje, bo mają lat więcej niż wódka procentów

sączę, stoję, milczę

stylowo

za sukces poczytuję niezapytanie o dowód

stylowo

lat na karku, więcej niż ten Jack na etykiecie

stylowo

Levisy na dupie

stylowo

przeliczam hajs

2750

zaraz się pozbędę, zapłacę, olżeję

jutro nowy przelew, sprawdzam

bank, mbank, aliorbank, ebank

pojutrze nowy

3600

sprawdzam, konto

800

przeliczam

9k

zaraz zarobię i zaraz się pozbędę

piję

wolno

radio gra rockową kolędę

whisky daje ogień we mnie

wychodzę na zimną ulicę, chcę krzyczeć

ze szczęścia

przejmuje mnie grana z auta przejeżdżającego Nowogrodzką piosenka

przejmuje mnie wzrok stojącej kobiety w płaszczu

chyba na kogoś czeka, na kogo, to nie jest twarz obojętna

wszyscy gramy, gramy kogoś non stop

barmani, furmani, przechodnie, kierowcy, kelnerzy,

wszyscy gramy swoje role

i po co te poważne miny, po co te dąsy

przecież każdy człowiek rozsądny, nie powinien być do końca rozsądny

czy to warto tak życie brać na poważnie i się przejmować?

 

Wchodzę do restauracji – dwaj faceci rozmawiają o polityce

„PiS to PiS tamto”

jeden siedzi w bluzie, drugi ma okulary plastikowe na czole i smaruje chleb pasztetem

poczytuję to za żenujące

co oni kurwa mają do PiSu

w sensie, na chuj się podniecają

równie dobrze mogliby gadać o kraterach na Marsie – sprawczość taka sama

Ostatnio ze Staśkiem rozmawiałem w Spatiffie o wyborach prezydenckich

i to już nie było żenujące, bo Staś przewiduje wyniki tych wyborów w pracy i przedstawia te wróżby dużym, zagranicznym firmom

to nie było żenujące, bo Staś jakoś tych wyborów dotyka

przez zasłonę, ale dotyka,

a skoro ja dotykam jego, to obaj jakoś dotykamy

wpływamy

facet w bluzie i od pasztetu tylko pierdolą

chuja mogą.

 

U Gesslera jadam nóżki i piję wódkę

o pierwszej

a potem żremy KFC

pani kasjerka o drugiej w nocy ma różowe włosy

„pewnie dobrze się rucha”

komentuje Kuba

ona się tylko czerwieni

to pewnie od pieca, z którego wyjmuje skrzydełka

 

W A R S Z A W A

nie da się Ciebie nasycić

puenta: wchodź pod górę jak ją spotykasz na drodze,

a jak jedziesz rowerem to JEDŹ!

i nie złaź nigdy.

warszawa

 

 

22 II 2020 – poemat łazienkowy

22 II 2020

Łazienki Królewskie w Warszawie, ławka pod Świątynią Sybilli

Iaa

27 lat

kiedy to zleciało

27 lat, a mi ciągle jest mało

obojętnie ilu będzie gadało,

mam swoje pisanie, mam ludzi, którzy stoją tu za mną

i to mi starczy

bo przecież nie musisz mnie kochać

27 lat la vida loca

 

Nigdy nie sądziłem, że osiągnę ten wiek

#naiwność

„Nigdy”

#naiwność

„ten wiek”

#naiwność

 

liczby i zwyczaje w nich zawarte

siedzę w parku

piję łiski

pani dotyka kamienia w kształcie jajka

czerpie z niego Moc

druga mówi, że kiedy przyjdą tu w nocy pojawią się duchy przodków

byłem tu nocą

duchów nie zaobserwowano 

 

Dziecko na schodach w kurtce koloru wiewiórki

chce zejść do jaja, na pewno idzie do jaja

Dotknie go…

jeszcze chwila…

czyta z jaja

dotyka mama

dziecko czyta po niemiecku,

dotyka jako drugie

odbiega

bo dzieci biegają

dorośli tylko na pokaz

robią z tego pracę

dzieci biegają z natury

i dotykają łyse lwy

zaklęte w posągi.

 

Facet w czerni

ale młody,

grzebie coś w torbie nad śmietnikiem

w końcu wyjmuje coś

i dmucha nos

trzy razy

co za nuda.

 

Mały Książę miał rację:

dorośli są bardzo nudni

większość przynajmniej,

bo kiedy chodzą wokół jaja to nie dotykają go

są jak ślepcy, idą w czerni

i chociaż patrzą to nie widzą

robią sobie zdjęcia,

lecz nie dotykają

wyjątkiem jest pani od „pojawiania się duchów”

ona była w porządku. Miała fantazję

 

Możesz poznać człowieka po tym jak zachowuje się w parku.

Czy to dla niego plac zabaw

czy tylko deptak i martwa scenografia?

Od dziecka wbite w głowę przez polskie muzea:

„nie dotykać! NIE DOTYKAĆ!”

„to są dzieła!”

 

Kolejni na schodach

powinienem ich filmować

spektrum ludzkich postaci i ich stosunek do jaja oraz lwów

na ile myślą o mnie

na ile ich peszy moja nadzeszytowa obecność?

Ludzie się boją cały czas

nawet jeśli ktoś spojrzy na nich

 

Idą młodzi, na oko 20 lat

stają nad jajem i dotykają lwa.

Młodości, tyś sztuki boginią.

 

Wiecie kto był zawsze młody?

Miss Dorys

z nią się wchodziło do fontann

skakało, biegało i dotykało

rzeczy, na których było napisane „nie dotykać”

Zaklęta Młodość w dojrzałym ciele

Da Się.

 

Papieros.

Wstaję

dotykam jaja

czytam je. Coś po grece.

Myślę: „chciałbym rozumieć”

Dowiem się.

Potem dotykam lwa

w pysk

idzie para z synem = 10

stają w progu Świątyni Sybilli, jest tam tabliczka

pierwszy raz ją widzę

Pani czyta na głos: „Sentencje siedmiu mędrców greckich”

Czytam:

„zwlekaj z małżeństwem”

„Patrz niczym obcy, bądź jako gość”

„Wypowiadaj piękno”

Bycie rodzicem wyzwala w nas dziecko

to najpiękniejsze uczucie, jeśli tylko pozwolimy mu rozkwitnąć.

Ostatnie:

147. „U kresu beztroski”

148. <moje>: „Psy i dzieci łagodzą obyczaje”.

JEST. Czarny Kajet 16.12.2019

16.12.2019

Dawno niepisane”

wybrzmiewa jak refren

ale naprawdę

nie pisałem dawno

przez minuty, godziny i dnie

pozostawiałem kartki czyste

nietknięte

jak na polach śnieg

ZIMA

hu hu ha!

Nie zła

ani nie dobra,

ot taka miejska. Pachnie ledwoco

najmocniej wtedy, kiedy z Pawłem spacerowałem po Krakowskim Przedmieściu, pośród iluminacji, i robiliśmy zdjęcia

piłem wtedy setkę

wczoraj też. Setki dwie

i piwo. Jechałem autem razem z Natalią

jej to nie przeszkadza. Dla niej się liczy, że jedzie ze mną autem

i dla mnie to też się liczy.

Przeprowadzam się! Jaram się!

Gdy sobie to uświadamiam podskakuję na jednej nodze i zaśmiewam się szaleńczo

bo JA SIĘ ZMIENIŁEM,

a więc i bajka się zmieni i świat przedstawiony

wracam na rozwojowego życia tory – będę mieszkać w Pałacu na Bagatela ====

Wiem, że mówię, to o każdej przestrzeni, do której się wprowadzam, ale tam… na Bagatela… moja twórczość wybuchniE!

Tam, pod tym sufitem pięciometrowym, nabierze sensu i wysublimowania.

JA

moja koszulka, wyciągnięta z szafy – złożona wczoraj przez Talkę

zakładam ją na goły tors, skropiony kąpielą jeszcze

i z bawełny czuję Talkę i siebie z nią, siebie też. I to PACHNIE

ja pachnę w końcu.

Oczyszczony

z TOKSYN

PALENIE

Nie palę najdłużej dotychczas – od 5 października (3 wpadki w październiku), a od 28 października już NIC. NIC. Co czyni mi dziś równo 7 TYGODNI BEZ PALENIA. To mój rekord. Zmiany psychiczne, fizyczne? O tak.

Ale nie o tym.

Dziś. Odpoczynek na siłę. Rozmemłenie. Lekkie zbicie. Ot tak, jakoś. JEST.

Bardziej jest niż nie jest.

Czytam „Sapiens. Od zwierząt do bogów”. Ściągnąłem Mario Super Bros na emulator. Pograłem – wzmacnia koncentrację. Medytacja. Jakieś drobne obliczenia i maile. Zakupy. Spacer. Wyjdę może wcześniej, pójdę na Pragę. Albo nie. Z Pragi przyjdę do domu. Na Andersa 21a, słowa te pisane.

Jest dziś jakoś. Na pewno lepiej niż gorzej. Na pewno bardziej jest niż nie jest.

JEST

choć się to ugina jak pajęczyna

JEST

choć leci w chmurce pyłków

JEST

ceratą na plastikowym stole

JEST

Zbyszkiem 3 cytryny

JEST

ciepłem słońca na połówce twarzy

JEST

od niej wiadomością

JEST

widokiem polany przybranej chabrami

jest.

Wystarczy. | Żebra Wieloryba | WIERSZE

Wiersze w Czarnym Kajecie poczynione 1 XII 2018

 

 

Wystarczy.

Nie chcę jeść pizzy
chcę oliwki, buraczki w rozmarynie
i ogolone cipki
jedna w zasadzie wystarczy
chcę zielonej, parzonej herbaty
troszkę placka ziemniaczanego
garść nasion i dla wilgotności
łyżkę lekkiej śmietany
i chcę jej skóry ciepło
czuć na swojej skórze
chcę klepnąć pośladek
dwa w zasadzie wystarczą
tyle. wystarczy.

 

Żebra Wieloryba

Pod żebrami wieloryba
utkanymi barwnym szkłem
nocą kwitną łąki gwiazd

Płyniemy w brzuchach kolorowych ryb
o ślepiach czerwonych i żółtych
w strumieniu drogi jednej świadomości
stłuczonej w miliardy świadomości mniejszych
nawleceni jak błyszczące korale na nić

Każda ryba ma swoją rybią sprawę
i nie ma w tym nic złego
płyniemy, otoczeni żebrami wieloryba
w brzuchach kolorowych ryb
/niebo przywdziało czerń
i gotuje dla nas dzień/
w jedną stronę
a przecież nikt nam nie powiedział
gdzie
wiemy
jak ławica wie gdzie

w aucie słyszę tylko szum.

Fetysze emocjonalne

Fetysz: „w religiach pierwotnych: przedmiot, któremu przypisywano siłę magiczną”

„Fetysze emocjonalne” to projekt, który przyszedł mi do głowy wraz z początkiem lata – wspomniałem o nim w ostatnim wpisie.

Chodząc po plaży w stanach i towarzystwach przeróżnych, chodząc przez ponad dwa miesiące, napotykałem rozmaite przedmioty i formy: kamieni, muszli, przedmiotów etc. wyrzuconych przez morze. W ciągu tych dwóch miesięcy moje emocje, nastroje i siły zmieniały się jak struktura piachu, po którym stąpałem. Plaża niby pozostawała ta sama, jak i niby Piotr pozostawał Piotrem, ale w rzeczywistości niewiele z „dziś” przypominało to z wczoraj. Emocje są dynamiczne i nie jest to wyraz dysharmonii czy szaleństwa, a naturalny stan ludzkiej natury.

Zebrałem z plaży to co wydało mi się najwyrazistsze, co zarezonowało we mnie i luźnym skojarzeniem przywiodło emocje i stany, których ostatnio doświadczałem. „Fetysze emocjonalne” łącząc fotografię i surową poezję próbują ukazać złożoność ludzkich emocji, odnaleźć ich przyczyny (sytuacje) i rozpoznać warunki, w których takie emocje lubią się pojawiać.

Minerał szlachetnej dynamiki

Minerał szlachetnej dynamiki

emocje: rosnące podniecenie na wysokości splotu słonecznego, zadowolenie z siebie, odwaga, moc, sprawczość

sytuacja: wykonywanie elementów większego projektu z łatwością, polotem i autentycznym zaangażowaniem

warunki: umysł pozbawiony negatywnych emocji i wolny od przebodźcowania, ciało zdrowe, oddech głęboki, wolność w działaniu, samodzielność

 

Bursztynowy naszyjnik

Bursztynowy naszyjnik

emocje: radość w klatce piersiowej, krótkotrwała satysfakcja, atrakcyjność, kompulsywność

sytuacja: przebywanie w miejscach zakupowych, towarzystwo, chęć stymulacji humoru, „potrzeba” odświeżenia swojego „ja”

warunki: wypłata za pracę, poczucie „zasłużenia” na coś materialnego, oszczędność pieniędzy na innych polach

 

Martwa Mucha

Martwa Mucha

emocje: głęboki żal po stracie, poczucie pustki, bezsensu życia po zaznanym niepowodzeniu i utracie ukochanej osoby

sytuacja: emocjonalna i seksualna samotność, bycie daleko od domu, popadanie w nałogi, brak sił, niedotrzymywanie postanowień

warunki: nieprzepracowane ważnych doświadczeń w bieżącym czasie i zepchnięcie ich do podświadomości, brak wyraźnych sukcesów na polu zawodowym i prywatnym, brak poczucia stabilizacji życiowej

 

Pordzewiałe okowy wolności

Pordzewiałe okowy wolności

 

emocje: poczucie „zluzowania” dyscypliny, chwilowa wyrozumiałość, upojenie. Następnie: żal, wstyd, powątpiewanie we własną wolę i sprawczość. Dalej: podjęcie postanowienia o tym, by nigdy raz zrzuconych okowów powtórnie nie zakładać.

sytuacja: niespodziewany nawrót do dawnych myśli i wzorców zachowań, które uważało się za niebyłe. Nawrót często połączony z używkami, lub określonym towarzystwem wywołującym stany i zachowania, których potem się wstydzimy.

warunki: Sytuacje towarzyskie z ludźmi „z przeszłości”, którzy znali nasze inne, rozchełstane „ja”. Wyjazdy, nowe miejsca, osłabiona wola, używki

 

Smolista magma wielości

Smolista magma wielości

emocje: poczucie „zalania” informacjami, osłabiona pamięć, smutek, złość, podniecenie, lubieżność, ogłupienie

sytuacja: codzienna praca na komputerze wymagająca zbierania i przetwarzania informacji, prowadzenie portali społecznościowych, przykładanie wagi do „życia online”, potrzeba dzielenia się z innymi każdą chwilą

warunki: kompulsywne nadużywanie internetu, gier, pornografii. Niemożność zaprzestania „przeglądactwa”, potrzeba bycia w strumieniu informacji, potrzeba kompensaty wobec rzeczywistości

Chropowaty kamień pełni

Chropowaty kamień pełni

emocje: bezwarunkowa, spontaniczna radość, poczucie spełnienia „rozlane” po wnętrzu ciała, lekkie podniecenie seksualne, energia do działania w przyszłości

sytuacja: czas wolny od pracy spędzany zgodnie z własną  naturą, obcowanie z pięknem przyrody, poczucie obfitości w życiu

warunki: brak problemów na polu zawodowym i prywatnym, bądź nieprzywiązywanie do nich wielkiej wagi; zdrowie fizyczne, życie zgodne z własnymi dążeniami

 

Ciekawi mnie czy i Ty zaznajesz podobnych uczuć. Czy rozpoznajesz warunki i sytuacje, które na nie wpływają, czy dajesz się unosić falom emocji bez kontrolowania? Podziel się tym w komentarzu!

 

 

 

 

 

 

 

 

JA JA JA 5

3 lipca 2018, Jarosławiec

Mi

Im

Mnie

Einm

Ja

Aj

Rośnie we mnie coś, sam nie wiem, coś jest we mnie. To tu i tam, ale tego nie było we mnie.

Co to jest? Czy to się do ciebie zbliża?

Czy to jest daleko czy blisko?

Czy eksploduje, czy imploduje?

Czy to jest przeszłość czy przyszłość?

Czy to daje czy zabiera; oba?

Czy to wnosi, czy wynosi?

Czy to zabije czy da życie, czy przepoczwarzy?

Co to jest?

To chyba tekst.

 

Opowiadania się wybierają i klarują. Wyłaniają przy otwariu oczu. GRZECH: nie zapisałem rannego. Było coś o ataku na przeciętność. Pamflet na zwyczajność. Chyba tak. To jestem ja.

Znalazłem na plaży dwa czarne kamienie. Jeden – teraz jak nań patrzę – jest grafitowy bardziej; porowaty, ze srebrzystymi odpryskami, przy ruchu mieni się jak obsypana brokatem twarz dziewczyny na wiejskiej dyskotece. Czarny jest wtedy, gdy go obleje woda.

Drugi jest czarny dalej, porowaty mocno. Być może to kawałek asfaltu. Pachnie drogą. Zawiera w sobie tysiące jasnych kamieni, rożnych wielkości. Jest prawie trzykrotnie większy od poprzednika. Nie tak smukły w kształcie.

Wpadłem na pomysł, że te kamienie to będą moje emocje. Nie tylko te dwa. Kamieni uzbiera się cała kolekcja. A każdy z nich, jak muzealny obiekt zostanie nazwany i należeycie przez kustosza –czyli mnie – opisany. Niczym mierna instalacja jaką można oglądac w Zachęcie, tak przeciętna i banalna wizualnie (mogąca zadziwić jedynie umysły niewyrobione np. ośmioklasistów uczęszczających na lekcje etyki i historii sztuki), zostanie znadinterpretowana ciężkością lirycznego znaczenia. Mówiąc prościej: jeden kamień wyrażać będzie jedną emocję, a opis stanowić będzie moje wspomnienie łączącę się z tą emocją. Może zrobię z tego katalog, zin, czy plakaty.

Intuicyjnie rozpocząłem od kamieni czarnych, porowatych, przyciężkawych, niewyględnych, chcąc uporać się może na wstępie z emocjami nieprzyjemnymi, tymi, które tak trudno wydobywać na wierzch. Nie znam jeszcze znaczenia jakie niosą te kamienie. Muszę przyjrzeć się im bliżej, a wtedy zadecyduję.

Palermitańczyk

PALERMITAŃCZYK

Chciałbym być palermitańczykiem
jak to pięknie brzmi!
Ma w sobie palenie
słońca i cygar
mity pożółkłej, boskiej Sycylii
ma taniec, tańczyk z czarnowłosą Włoszką
ma i może wyłowionego wprost z morza tuńczyka
a przy tym jest tak lekkie i niezobowiązujące
jak walczyk czy kluczyk
ot takie na przymróżenie oka

Jak to by było urodzić się w Palermo?
Spoglądać z tarasu na plamę koloru
na lekkość parujących u szczytów gór
odczuwać uderzający zapach ogrodu
słuchać szczekania psa
uderzeń noża porcjującego jagnięcinę

Topić się w upale na równi
ze wszystkimi
współodczuwać krople potu na czole
i chodzić wybrukowanymi ulicami
kryjąc się wśród cieni

Znać ludzi namiętnych i radosnych
a przy tym podejrzanych
trwać w zawieszeniu spokoju i wojny
nocą zaś popijać wino
pod czujnym okiem Jowisza i miliarda gwiazd
gładzić jej przybrane w pończochy uda
i gawędzić bez znawstwa o rzeczach nieznanych
zasypiać nago w białej pościeli
i zapominać o wszystkim:
skwarnym szumie szans.

Wiersze dwa zero osiem zero dwa

CZYTAĆ DWA RAZY

Ona  gar
nie  sie
do  mnie

no co
rano

śni
a danie
jemy
w trybie REST.
au! (no co)
racjach

***

Wydech

Ona wyjmuje lateksowe rękawiczki
rozkłada na podłodze

karton i bruliony uważnie
nalewa wodę demineralizowaną
do szklanki

następnie farby akrylowe
alabastrowe, czerwone, niebieskie

Miesza.

Przyglądam się jej jasnej cerze
i sińcom
na nogach.

Upijam łyk czerwonego wina zmiesznego
z wodą

zielonym tuszem znaczę białą kartę

włączam Eldo drania

Żoliborz jest dziś biało-szary
ciałami
kolorujemy świat.

 

Dwutysięczniki (wiersz)

#tbt #Karpaty2015
Na nizinach zabijałem
i chłonąłem żniwa śmierci
dokładając swym pacnięciem muchę
do muszego tańca śmierci.

Im wyżej tym mniej do zabijania
trawa się strzeli do podeptania
kwiat niebieski do zerwania
mech zielony do spalania

Wyżej już tylko łyse głazy
i szczyt. chcę szczytu.

I teraz ja do podeptania
ja do spadania
do kostki złamania
wicher do przeziębiania
do ognisk mi zdmuchiwania
słońce do zanikania.

Wierch. sterta kamieni.
ale ja. TU. widzicie?
Nikt nie widzi. bo nikogo tu nie ma
tylko głazy kamienie porosty
wiatr ciszy
O! Orzeł! czarny przepiękny dryfuje z rozpostartymi skrzydłami w przestrzeni

tylko on i ja
świadkowie swej krótkiej wielkości
na wysokości. chwała.

Schodzę.
Urwiska zapraszają do spadania,
błoto do ześlizgiwania
tytoń do spalania

Nie nie skuszę się bo widzę zieleń w dole
trawę do odpoczywania
drzewa do się wspinania
kwiaty do powąchania

Schodzę.
bo to naprawdę duża góra
O! Oso! Coś zabrzęczała koło ucha!
Stałaś mi się teraz

najbliższą przyjaciółką.

***

Karpaty ukraińskie
wrzesień 2015

Co dzisiaj robisz?

Co dzisiaj robię?
Dzisiaj sobie z wolna umieram
niewiele jem, niewiele piję
palę papierosy przy biurku
sabotuję pracę
masturbuję się dwa razy
wspominam dawne kobiety
trochę się kryję pod kołdrą
czczę lęk
olewam gdzieś tam pojechanie
na cały dzień zostaję w domu
oglądam wyścigi ducatti i lambo
oglądam 25 najlepszych zagrań Ronaldinho
oglądam analizę mapy w CS:GO
oglądam swoje dłonie
wydobywam z podświadomości koszmary senne
jem ciasto od mamy
żuję gumę
myślę o dziurze w zębie
i myślę, że jakoś to będzie
bo jeszcze trzy tygodnie temu świat był
cały mój
a dzisiaj obaj udajemy, że się nie znamy
niezręczne spotkanie
grudy złota w skale

 

***

polub czarny kajet na fejsie: https://www.facebook.com/czarnyKAJET/
zapisz się do mailowej subskrybcji w zakładce MENU

 

Trening punchy

Teksty podmiotu lirycznego. Czarnego Kajeta, bohatera „Bez przekazu”:

 

Napisałem w booku 47 k słów
ty w agencji siedem kejsów
Pocisz się kiedy masz napisać zdanie?
Postaw kropkę swej twórczości zanim kurwa zmienisz zdanie.
Oni piszą te albumy jakby były Biblią
wjeżdżam im z dżihadem #Koran, rozpierdalam Pismo

twe wysiłki słyszę nawet w bicie
z producentem przegięliście dawkę o nabitę

Raperem jesteś, ale na autotjunie. Flow?
wchodzi, jak ty w swą niunię – ona kurwa nic nie czuje

Kilku pozerów co się nazywa polszawskim rapem
ambasadorzy Velvet – wrzucają gówno na papier
młodzi to łykają jak muszle, pelikany
chciałem jechać nad morze, przez to teraz zmieniam plany

najarany jak komin EC Siekierki
nawijasz ile masz patyków? lepiej kurwa sprzątnij bierki

wydobyły się z Kajetu pancze
nie przeszkadzaj dziwko, z tobą jeszcze dziś zatańczę
znowu piszą do mnie ruda, blond i rozczochrana
możecie wpaść we trzy na kwadrat
odrzucam zbędne pytania
jestem mistrzem algorytmów jakbym się nazywał Wozniak
twoje osiedlowe kontakty – pani w sklepie i pani woźna

To się nie kończy jak energia atomowa
napromieniuje cię jak Hulka,
zzieleniejesz z zazdrości
łeb w glebie jak kapusta, już twoja w tym głowa

mógłbym cię wyburzać jak jebany pustostan
ale kule mam zajęte obracaniem klona Miley Cyrus
pozwalam ci – zostań
wejdę w ciebie jak strażak
ale jebnę tag na czole,

wjeżdża to w ciebie jak meta
kiedy lukniesz w lustro z nową dziarą to wykrzykniesz:

CE KA ? !

POZNAŃ

Nigdy nie miałem tu rwania
naprawdę
Warszawskie dziewczyny czują mnie
bardziej

Staję w kolejce po więcej doświadczeń
dwie się wpychają
mówię „wracajcie”
Gościu w linii pluje „zamknij kaste”
Ja mam ochotę wyjebać mu #kastet

Kiedy wychodzi to zrzucam mu czapkę
oddalam się szybko, już mnie nie znajdzie

Te wszystkie blondi są tu jak
sample
Mówią to co krzyczy im parkiet

noce są chamskie, chaotyczne i przaśne
pijane typy, pijane raszple

Wracam do hotelu solo jak
alien
Odpalam setę, bawię się
hajs jest

piszę te rzeczy jak wyliczankę
pierdolę Poznań, pierdolę Wartę

Romanse jednonocne

Annie, listopad 2015

Dlaczego jesteś taka markotna?
Hej! Stop! Nie zbliżaj się do okna!
Piłaś zbyt wiele, chodźmy do kuchni
Tam jest wódka, są przyjaciele

Zostaw mnie, puszczaj! Chcę
Na parapet! Drwić ze świata
Pluć na ludzi z piątego piętra

Jesteś stuknięta. Psujesz mi
Rymy, strofy mylisz
Tak jesteś pijana

Całuj mnie, wyliż mi cipkę
Jestem w tobie rozkochana
<całuje>

Ale ludzie obok..!
Jak bosko się czuję..
<całuję>

Bluzkę zdejmuję, a ty zdejmuj koszulę
<całuje>
tylko nie gryź
ostatnio bardzo gryzłeś, nie lubię tego
daje ci swoją cipkę w opiekę, 
nie zagryź i tego

Ale co oni pomyślą?

Ty! Poeta! Drwij z nich,
Drwij ze świata
Wsadź mi go
Niech mnie rozkosz z bólem przeplata
Ah! Pijana się czuję
Kochasz mnie?

<milczy>

<całuje>

Agencja mała

#freestyle

 

Mała agencja, zajmuję tam krzesła dwa

Ua! Ua! Ula la! – mówią znajomi

A mnie to co mówią jak zwykle pierdoli

Jakieś lajki, bajki, wyliczanki, gratulanki

Jakbym w ciążę zaszedł, albo kupił nowe najki

Ua, ua!

Co za reno ma

Jak ty tam weszłeś na fotel – pyta ona

a mnie od tych pytań już boli głowa

chciałem tylko wypić z tobą wódkę w klubie

potem zabrać cię na chatę, chałupnictwo lubię

ciosać deski, freski, arabeski i majtki w opcji czereśni

czerwone jak one, gdy jej policzki płoną

jak na portrecie aureola Jezuza w koronie

o Jezu! Jest taki dobry, jakbym zjarała tonę

ale jak ty to robisz, no powiedz jak,

jak ty te fotele zajmujesz dwa?

No to proste, bo mam psa, na jednym on, na drugim ja

I heloł, chcę byś krzyczała, chcę byś błagała, o ja! A A A A, o ła! No choćby cokolwiek, byle nie pytała A!

Pytała o świat spoza świata, pytała o to skąd ma wypłata

I skąd ten tatuaż i o co w nim chodzi

I skąd się to bierze, jak to się tworzy

No jak?

Ty kochasz mnie, bo jestem ptak

Albinos, ten kebab na wynos, i panna na wynos, no tak

20, 40, okej ja wykładam, bo tak wypada

Się z bitu, obiegu, weź się mną zaopiekuj

Choć na chwilę stan, ty jesteś Hanna

A ja jestem twój stan

Agencja to tercja, cokolwiek to znaczy

Ty leżysz na kołdrze, ja wciąż mam tłumaczyć

O nie! Nie jestem translatorem gugle

O ble, ja nie pamiętam, ja nie chcę pamiętać

Wiem tylko, że tam twa sukienka,

No pa!

Ale jak, ale jak ty to robisz, że nic cię już poza chwilą nie obchodzi?

No jak?

Ano tak, ja nie zdradzę ci tego, chodź zdradzam ją z tobą

Jak brat klocki lego

Ale co to agencja, co ona szczęścia ci daje, no co?

Ano daje i odejdź i zbieraj tę suknię

I widzimy się po, po, po, po, pojutrze

Wtedy wyjawię ci być może, może o tym jak się

O tym jak się w tym świecie wykładam, wyłożę,

No jak

Budując z atomu

Brodząc palcami w nadmorskim piachu wyobraziłem sobie Boga, czego nie robiłem od lat.

Boga który jednym, idealnie uczynionym gestem tworzyłby różnorodne tkanki, komórki i owady, tworzywem Jego byłaby zaś masa podobna do piachu, sypka, lecz bardziej plastyczna, tak że gdyby ulatywała z dłoni, ziarna zastygałyby w czystej przestrzeni tworząc wieże i trójwymiarowe kształty zgodne z wolą Kreatora.

Bóg Kreator jednym tylko zanurzeniem dłoni (o niezliczonej ilości palców, trąbek, porów, wypustek i przyssawek) budowałby organizmy doskonałe w swej funkcji, pięknie i przeznaczeniu a jedno z miliarda ziarenek plastycznego piachu decydowałoby o sukcesie, lub porażce projektu.

W swej niezmierzonej intuicji, instynktownym wyczuciu dobra i piękna, wobec której najlepszy ludzki architekt byłby niczym dziecko na pustyni, lub pył, Bóg Kreator tworzyłby organizmy jeden za drugim a przerwa między stworzeniem jednego i drugiego wynosiłaby miliardowe części sekundy; ilekroć Bóg Kreator uznawałby swe dzieło za skończone, materializowałoby się ono we właściwym swym miejscu na Ziemi, lub w sferze Idei, a Bóg nie zmieniając wcale piaskowego tworzywa, budowałby dalej płynnymi pociągnięciami kosmicznych dłoni. Nie odczuwałby przy tym upływu czasu, bowiem czas nie dotyczyłby go wedle ludzkiej miary: zamiast skończonej osi, czas jest dla Boga niczym koło, po którym może poruszać się wedle swej woli i w każdej z chwil znajdować się na początku, lub na końcu stworzenia, (choć przecież koło nie ma swego początku i końca) żyje w związku z tym wiecznie, lecz gdyby uznał to za stosowne mógłby sam siebie unicestwić wraz ze Wszechświatem. Ludzkość nigdy tego zniszczenia nie ujrzy, bowiem nasze miliardy lat są dla Niego niczym minuty, a nasz gatunek skazany jest na zagładę naturalną, nie kosmiczną.

Dla człowieka kreacja byłaby procesem niepojętym, i nie istnieje nawet drobna szansa aby jakakolwiek istota ziemska mogła być świadkiem tego cudu. Gdyby jednak hipotetycznie dojrzała dzieło stwarzania to ujrzałaby jak wokół istoty niepojętych rozmiarów, form, światłości i fal dźwięku zdolnych jednym westchnieniem unicestwiać planety, zaroiłoby się od miliardów stworzeń, w których człowiek (gdyby Bóg Kreator zezwolił) ujrzałby muchy, pszczoły, karaluchy, źdźbła trawy i lipowy pył, a także istoty całkiem nieznane o barwach i kształtach niepojętych dla oka, które strwożyłyby i uśmierciły jego serce nagłą świadomością własnej marności.

Dlatego podkreślam: opis z perspektywy antropologicznej musi być z natury swej ułomny, niepełny, posłuszny ludzkiemu doświadczeniu i ograniczonej mocy poznawczej, bowiem tak jak mrówka nie jest w stanie zrozumieć i ujrzeć procesu tworzenia energii atomowej, tak człowiek nie byłby zdolny ujrzeć procesu kreowania istot; sama bowiem bliskość i nieskończona moc Boga Kreatora byłaby dla człowieka destrukcyjna aż do rozkładu i rozpadu w nicość atomów jego duszy.

I kiedy tak moje dłonie zanurzały się i rozgarniały atomy nadmorskiego piachu, a myśli płynęły powyższym rytmem natchnione rzadkim odczuciem metafizycznym, ujrzałem, że palce me kreślą w piachu kształty kobiece. Dłonie kształtowały biodra a przesuwając się w dół zaczęły zaznaczać kontury ud. Następnie opuszki palców wsunęły się między te ciągłe linie i utworzyły kontury wewnętrzne, kreśląc delikatnie szczegóły anatomiczne. Później utworzyłem tułów, (lekko tylko węższy od bioder), palcem oznaczyłem pępek, a dalej wnętrze dłoni zaczęło usypywać i gładzić piersi.

bógkreator

I oto pomyślałem, że jedną tylko istotą nad którą Bóg Kreator musiał zastanawiać się długo, i przy której nawet jego niepojęta intuicja okazała się niewystarczająca – była kobieta. Harmonijna, lecz zaskakująca w swych kształtach i jakże skomplikowana a subtelna w psychice. O ile wszystkie kształty poprzednie i organizmy rodziły się jakby natychmiastowo, bez zastanowienia, o tyle kobieta musiała być projektem nawet dla samego Boga bardzo długim i wyczerpującym. Czerpiącym nie tylko jego natchnienie, ale i emocje, a także zasoby mądrości i inwencji. Sytuacja ta przypominała pracę stolarza, który po cięciu desek na równe długości (poza obszarem świadomości), nagle stanął przed zadaniem zbudowania z nich mostu, świadom, że most ten musi być wykonany; inaczej wszystkie jego wyroby i talenta nic nie będą warte.

Tak o to powstała kobieta i tak powstało życie, i tak powstał nasz świat. Od Boga Kreatora, który usiadł na kosmicznej materii nasyconej idealną proporcją atomów i zanurzył w nią dłoń.


#CZARNY KAJET

*Autor nie jest kreacjonistą.

**Nie jest nawet teistą.

oko wy

Nieważne dokąd wyjedziesz
zabierzesz siebie w podróż
zawsze
i nie uciekniesz przed sobą

Ty zawsze tam gdzie
ty

deklarujesz, obiecujesz
rzeczy małe i wielkie
by znów się złapać na przynętę
kłamstw i nałogów

gdyby tak miejsce potrafiło
odmienić człowieka
lecz nie potrafi

nie przy koneksji globalnej
podłączeniu i ujednoliceniu

wszędzie są ludzie ci sami
i wszędzie ty z nimi
przez kostkę z mikroczipów

i dlaczego odłożenie jej stało się wyrzeczeniem
nie wyzwoleniem
dlaczego stratą nie zyskiem?

Dusza we mnie stara
co listy, nie smsy pisała
co pieśni, nie pop śpiewała
jestem wytworem czasu, w którym żyję
a bunt kończy się karą

10 lat w Tybecie
10 na tablecie
wolności pragnę w sobie
wolności pragnę w świecie

połamanie

palę papierosy o pierwszej
nie są to moje pierwsze
nie są to moje wiersze
i chwile

najlepsze

nie zaciągam się już
bo wszędzie wyczuwam smród
błoto i kurz, gówno i busz
z cipki jej nienajświeższej

ale chętnej

możliwości ścieram jak kurz
chciałbym napisać, że je rucham jak ciebie
ale to byłby fałsz, cóż

popiół i piwo, butla i wino
goryczki smak twych ust

nie otwieram się już
odpalam szluga i robię dym
paru ochrzciło mnie „skurwysyn”

płynie dym
płynnie dymam
topię się gdy dumam
dymanie i dumanie nie idą w parze
jak król
i królowa
związek, monarchia, zaczynam od nowa
hejter się chowa
obmowa za plecami jak nóż plastikowy
wypierdalaj, idź pokrój lody

a ona na tylnym siedzeniu
nie ma nic do powiedzenia prócz otwarcia ust
O!
lubię ten luz
białą skórę na skórze czarnej
kota skaczącego w pięć sek. do stu
i choćby chujów było stu
*sto

to was obcinam i ścinam i kurczę do zup

i choćby było sto dup
to chuja mentalnie wam wbijam
potem rodzi się trup
zgarniam łup, i idę po swoje jakby mnie było stu

jebać tu, jebać tam i wszędzie
życie się zaczyna kiedy tworzysz sobie przejście
wśród bzdur i bruzd

jebać konwencje i twoje oczekiwania
nie daję róż, nie daję już
biorę ze świata co moje
gibona odpalam jak stoję

w dymie cię żegnam jak Magik
piętro dziewiąte
jestem dla siebie
„nie ma mnie dla nikogo” już.

Wiersze o butach

Butność

Nie powinno się
zakładać
nogi na nogę

Nie powinno się
celować
podeszwą w bliźniego

Jak tu wyrazić
nonszalancję
i bezczelność
kiedy się ma ochotę
a kiedy się ma też
dziury w podeszwach?

Dziury

W dwóch parach butów, które posiadam, zieją dwie dziury. W lewym najku podeszwa przy palcach dziurawa. W prawym etniesie otwór przy pięcie. Wymaga to stosowania specjalnych technik maskujących; więc gdy najki to prawą nogę zakładam na lewą, przy etniesach odwrotnie. Tylko w wysokiej trawie jestem bezpieczny przed wzrokiem tych co szukają dziury w (nie)całym.

Zakażenie [wiersz]

Zakażenie

Toczy mnie, pcha, po rubinowym wnętrzu choroba
twa. Grudzień zero dwa dwa, tam to się wydarzyło
coś we mnie urosło, coś się zmieniło, zapłonęło, zgasło
znów nie mogę zasnąć, w pokoju bardziej niż w umyśle
jasno

Przeniosło się to wzrokowo, tak ty zaraziłaś mnie patrząc
mi w oczy, moje ciało nie miało leukocytów na takie oczy

Zainfekowałaś mnie głosem, dźwięki, barwy, tony
pogniotły uszy, stały się głuche na wszystko inne

No a twój dotyk, zimne dłonie, gorące ciało
Na nosie pojawiły się krosty, na cerze plamy

Nasze języki się spotkały, bakterie, wilgoć
ciepło, najlepsze dla nich warunki w naszych ustach

I potem przyszedł Wirus, nieuleczalny, zdiagnozowany,
gdy strużka krwi z ust wyciekła kocham cię
między drżącymi w febrze ciałami.

Piotr Sarmini

Gejzery i wulkany [wiersz]

Moje ciało
pełne jest uśpionych wulkanów i gejzerów

niespokojne ruchy płyt krwi
wojny limfocytów z bakteriami
meteory spadające w twarz
pożary i zadymy płuc
powodzie i klęski etanolu
długotrwałe susze i nieurodzaj

to wszystko prowokuje wulkany i gejzery
życie prowokuje wulkany i gejzery
flegma, szlam, złogi, ropa
szuka ujścia i
WYBUCH!
czerwone erupcje na czole i wardze
białe erupcje z fiuta
tłumy turystek chcą to podziwiać
pomarańczowa lawa z ust i nosa
zalewa kibel, wypala brzegi
odwracasz oczy
wulkan z odbytu
erupcje najohydniejsze i zwierzęce najbardziej,
a jak świadczące o ludzkiej kondycji!
zielone gejzery i wydzieliny z nosa
złota ropa skamieniała w kanaliku ucha
jucha z rany ciętej dłoni od kuchennego noża
gówno  rany kłutej brzucha od ulicznego noża

jak zręcznie się dziś uszczelniamy!
starzec chory tylko powie:
„ciało to gejzery i wulkany”


18.05.2017