Natura pisarza – esej #OSTATNIADZIEWICA

Każdy człowiek jest z natury leniwy.

Pisarz dzisiejszy, dla którego wyrażanie siebie i rejestracja obserwowanych zjawisk nie jest koniecznością, jaką musiała być dla Horacego i Herodota, a ekstrawagancją, jest tej leniwości najjaskrawszą emanacją.

Współczesny świat nie oczekuje pisarzy, ma już dość labiryntów narracji, w których łatwo się pogubić; każde dodatkowe pióro zwiększa jedynie powszechny niepokój. Pisarz nadaktywny, tworzy zagrożenie – szczególnie wśród kolegów. Krzyczą do niego: zwolnij! Ale on zamiast się oglądać, dokłada kolejne karty do swej opowieści. I wszystko miesza. Robi to, często dlatego, by uniknąć innych, przykrych konieczności życiowych, prac, które są „poniżej jego możliwości”, prac, w których on sam schodzi na drugi plan i musi ukorzyć się przed tym, że został sprowadzony do roli narzędzia i „dostarczanego efektu”. Jeśli gotuje – wnet jego dania zostaną spróbowane i ocenione przez smakoszy, jeśli maluje to także jednym rzutem oka można, choćby powierzchownie ocenić jego kunszt. Pisanie zaś pozostaje przez długi czas prywatne, intymne – daje przestrzeń do lenistwa pozornego i faktycznego. Wszak rozmyślania na łące palonej słońcem lub przy kieliszku palącym gardziel także można i należy podpiąć pod tajemniczy akt „procesu twórczego”. Dla pisarza każda ławka, plaża i żaglówka stają się potencjalną pracownią, a zatem paradoksalnie ten największy z leni nigdy naprawdę nie wypoczywa. Ciągle odczuwa w sobie konieczność przeobrażania doświadczeń w słowa i słów w trwanie. Biada mu jeśli kiedyś pozostanie jedynie na ostatnim i tak jak bohater zbiorowy Różewiczowskiego wiersza pocznie się opierać wyłącznie „na cieniach słów” („ale te słowa są tak przejrzyste, że widać przez nie śmierć”)!

Pisanie stanowi zasadną wymówkę do eskapizmu w czasach, w których wszyscy oczekują przejrzystości. Poeta zamyka się jednak po to by otworzyć się po miesiącach zupełnie. Jak długo dojrzewający kwiat zbiera w sobie soki, karmi się cieniem i słońcem, wdycha węgiel, który zamieni w tlen. Owoc, który wyda nie każdemu zasmakuje, ale i to jest dobre, bo chroni wrażliwą konstrukcję pisarza przed nadmierną łapczywością ludzkich rąk. Wiele upłynie czasu i wiele nóg spróbuje go zadeptać zanim się przerodzi z kwiatu w krzew, a następnie drzewo. Drzewa zaś płoną, są ścinane i giną, a tylko jedna na dziesięć tysięcy sosen, wierzb i brzóz stanie się długowiecznym drzewem oliwnym albo „pomnikiem przyrody prawem chronionym”.*

 

***

*pisane w Łazienkach Królewskich, pod pomnikiem przyrody prawem chronionym, w otoczeniu kleszczy.

To był fragment mojej nowej powieści pod roboczym tytułem OSTATNIA DZIEWICA

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *