CZARNY KAJET 3XII2019

3.12.2019

Jakże szybko minęły dni, względem wpisu ostatniego.

Wpis z CK fizycznego, poczynionego w tramwaju, w ciągu dnia trzeźwego:

W tramwaju przypatruje mi się młodzieniec. „Młodzieniec” choć przecież sam młody jestem: duchem wiekiem, twarzą. Twarzą przede wszystkim, bo na ducha i wiek nikt nie patrzy, no chyba, że kanar lub ja, kiedy się przeglądam w lustrze o północy i tego ducha widzę – czuję jak zza wejrzenia dycha, a to zależy czy na bar rzuciłem dwie na piwo, czy coś wciągnąłem przez stówę czy może na trzeźwo dziś patrzę (wtedy duch najwyraźniejszy).

I ON, ten młodzieniec rudowłosy, w kaptur przybrany (loki ma takie ładne) początkowo uwagi nie zwraca na mnie; w tym tłoku ściśnięci zbyt jesteśmy zajęci utrzymywaniem w ryzach własnej podmiotowości, zbyt mocno skupieni na tym by się nie roztopić wśród watolasu kurtek, bawełni toreb, szorstkości dżinsów i przybrań czapek; trzymamy się w sobie i za siebie; nie racząc się spojrzeniem żadnym ponad konieczne.

Żadnej ciekawości, żadnej miłości tudzież wrogości, jakby te słupki przy drodze, przez coś ustawione, stoimy niepomni, na sąsiadów obojętni.

Lecz! oto w miarę drogi gęstość czapkowatości i bawełnianości tramwaju rzednie. Wzdłuż Woli, po Bemowo, aż hen!, po Boernerowo staje się puściej i puściej… W końcu! Na tyle, że przypatrzeć się sobie możemy.

Ja zakładam, z góry, że jego matka sama wychowuje, podobnie jak mnie kiedyś, a to wnioskuję po bluzie markowej (Burton), jednak z lumpa kurtce (sztruksowej, stylowej), po trampach zbyt tanich by mogły być wyborem i po plecaku adidasa, choć bez wątpienia markowym, do reszty ubioru nieprzystającym.

No i TE włosy długie, rude, mają w sobie coś niewieściego, coś, co nas młodzieńców w młodzieńczości trzyma i nie wypuszcza.

W tym czasie, on także lustruje mnie lekko, chybcikiem, a widok stanowię, gdyż piszę, piszę w zeszycie z miną weniczną*, stojąc niedbale w butach skórzanych bugatti; i oto odczuwam, że pod jego wzrokiem zaczynam „stawać się”, przeobrażać, jakoś pozować i naginać. A przecież nie chcę tego bardzo! Nie życzę sobie! Ani wobec niego, ani wobec każdego innego. Ruguję z siebie tę pozę skutecznie, prędko i powracam do siebie.

Oddalam się, zasiadam na krześle, dalej kreślę STAJĘ SIĘ sobą.

 

 

 

*weny pełną

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *