Verurillo 29872 – niebezpieczna gra

Wracam do domu na tym veturillo, chyba powinienem wypić te czerwone wino. A więc: Praga, sklep24. Kolejka jakby na TVP właśnie ogłosili koniec świata, tymczasem słoneczko i wiatr lekki niczego podobnego nie zwiastują. Wężyk się ciągnie aż na dwór, no to rower zostawiam i między słuchaniem narzekań za mną, że „na chuj te jedzenie kupujo, mleko i sery. By se kupili browara jak ludzie he he i do jutra poczekali” a podziwianiem zręcznych podrywów z przodu: „a gdzie panie w taką ładną pogodę, co? Może by tak do parku z nami?” sobie myślę.
Co jakby mi ten rower chciał KTOŚ ukraść (bo nie przypinam jak peniacz), co bym mu wtedy powiedział. O tak: „Twoje kurwa? Co?! To czego ruszasz?”, a KTOŚ: „bo myślałem, że tak stoi…” a ja: „Widzisz ten słupek? Jego se ukradnij i w dupę se wsadź!”, a KTOŚ (zawstydzony) „przepraszam pana, to już się więcej nie powtórzy”.
Ale już koniec rozkmin, bo kolejka rusza jak w jakim Disnejlendzie i już dopadam do kasy i biorę cygaretki RETRO fioletowe i pizzę 4 sery DŻIUSEPPE i wychodzę.
I oto widzę jak osobnik w żółtym dresie wolno, acz stanowczo zaczyna oddalać się na moim VETURILLO rowerze w rejon sobie tylko znany. No to krzyczę:… „Ziomek!”, ale on nie słyszy. Łapię zatem mocno pizzę, że aż się wygniotła i biegnę za nim, co jakiś czas powtarzając przyjacielską komendę-sugestię bycia ziomkiem i się jednak rychłego zatrzymania. Ale on nic, więc włączam sprint i krzyczę „STÓJ!”. Gość pada jak porażony na prawy bok, żółty dres sobie szoruje, aż mu kuboty spadły (przeżył o dziwo) i wybąkuje coś w stylu skruszonego… „o kurwa…” i odbiega do swoich. Swoi się śmieją, on się śmieje, małżeństwo  z dzieckiem się śmieje i ja w sumie też się śmieję. Nawet policja się śmieje i operator kamery przemysłowej 02183 się śmieje i nawet ci z veturillo się śmieją. A pizza Dżisueppe 4 sery smakuje po takim śmiechu najpyszniej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *