Budując z atomu

Brodząc palcami w nadmorskim piachu wyobraziłem sobie Boga, czego nie robiłem od lat.

Boga który jednym, idealnie uczynionym gestem tworzyłby różnorodne tkanki, komórki i owady, tworzywem Jego byłaby zaś masa podobna do piachu, sypka, lecz bardziej plastyczna, tak że gdyby ulatywała z dłoni, ziarna zastygałyby w czystej przestrzeni tworząc wieże i trójwymiarowe kształty zgodne z wolą Kreatora.

Bóg Kreator jednym tylko zanurzeniem dłoni (o niezliczonej ilości palców, trąbek, porów, wypustek i przyssawek) budowałby organizmy doskonałe w swej funkcji, pięknie i przeznaczeniu a jedno z miliarda ziarenek plastycznego piachu decydowałoby o sukcesie, lub porażce projektu.

W swej niezmierzonej intuicji, instynktownym wyczuciu dobra i piękna, wobec której najlepszy ludzki architekt byłby niczym dziecko na pustyni, lub pył, Bóg Kreator tworzyłby organizmy jeden za drugim a przerwa między stworzeniem jednego i drugiego wynosiłaby miliardowe części sekundy; ilekroć Bóg Kreator uznawałby swe dzieło za skończone, materializowałoby się ono we właściwym swym miejscu na Ziemi, lub w sferze Idei, a Bóg nie zmieniając wcale piaskowego tworzywa, budowałby dalej płynnymi pociągnięciami kosmicznych dłoni. Nie odczuwałby przy tym upływu czasu, bowiem czas nie dotyczyłby go wedle ludzkiej miary: zamiast skończonej osi, czas jest dla Boga niczym koło, po którym może poruszać się wedle swej woli i w każdej z chwil znajdować się na początku, lub na końcu stworzenia, (choć przecież koło nie ma swego początku i końca) żyje w związku z tym wiecznie, lecz gdyby uznał to za stosowne mógłby sam siebie unicestwić wraz ze Wszechświatem. Ludzkość nigdy tego zniszczenia nie ujrzy, bowiem nasze miliardy lat są dla Niego niczym minuty, a nasz gatunek skazany jest na zagładę naturalną, nie kosmiczną.

Dla człowieka kreacja byłaby procesem niepojętym, i nie istnieje nawet drobna szansa aby jakakolwiek istota ziemska mogła być świadkiem tego cudu. Gdyby jednak hipotetycznie dojrzała dzieło stwarzania to ujrzałaby jak wokół istoty niepojętych rozmiarów, form, światłości i fal dźwięku zdolnych jednym westchnieniem unicestwiać planety, zaroiłoby się od miliardów stworzeń, w których człowiek (gdyby Bóg Kreator zezwolił) ujrzałby muchy, pszczoły, karaluchy, źdźbła trawy i lipowy pył, a także istoty całkiem nieznane o barwach i kształtach niepojętych dla oka, które strwożyłyby i uśmierciły jego serce nagłą świadomością własnej marności.

Dlatego podkreślam: opis z perspektywy antropologicznej musi być z natury swej ułomny, niepełny, posłuszny ludzkiemu doświadczeniu i ograniczonej mocy poznawczej, bowiem tak jak mrówka nie jest w stanie zrozumieć i ujrzeć procesu tworzenia energii atomowej, tak człowiek nie byłby zdolny ujrzeć procesu kreowania istot; sama bowiem bliskość i nieskończona moc Boga Kreatora byłaby dla człowieka destrukcyjna aż do rozkładu i rozpadu w nicość atomów jego duszy.

I kiedy tak moje dłonie zanurzały się i rozgarniały atomy nadmorskiego piachu, a myśli płynęły powyższym rytmem natchnione rzadkim odczuciem metafizycznym, ujrzałem, że palce me kreślą w piachu kształty kobiece. Dłonie kształtowały biodra a przesuwając się w dół zaczęły zaznaczać kontury ud. Następnie opuszki palców wsunęły się między te ciągłe linie i utworzyły kontury wewnętrzne, kreśląc delikatnie szczegóły anatomiczne. Później utworzyłem tułów, (lekko tylko węższy od bioder), palcem oznaczyłem pępek, a dalej wnętrze dłoni zaczęło usypywać i gładzić piersi.

bógkreator

I oto pomyślałem, że jedną tylko istotą nad którą Bóg Kreator musiał zastanawiać się długo, i przy której nawet jego niepojęta intuicja okazała się niewystarczająca – była kobieta. Harmonijna, lecz zaskakująca w swych kształtach i jakże skomplikowana a subtelna w psychice. O ile wszystkie kształty poprzednie i organizmy rodziły się jakby natychmiastowo, bez zastanowienia, o tyle kobieta musiała być projektem nawet dla samego Boga bardzo długim i wyczerpującym. Czerpiącym nie tylko jego natchnienie, ale i emocje, a także zasoby mądrości i inwencji. Sytuacja ta przypominała pracę stolarza, który po cięciu desek na równe długości (poza obszarem świadomości), nagle stanął przed zadaniem zbudowania z nich mostu, świadom, że most ten musi być wykonany; inaczej wszystkie jego wyroby i talenta nic nie będą warte.

Tak o to powstała kobieta i tak powstało życie, i tak powstał nasz świat. Od Boga Kreatora, który usiadł na kosmicznej materii nasyconej idealną proporcją atomów i zanurzył w nią dłoń.


#CZARNY KAJET

*Autor nie jest kreacjonistą.

**Nie jest nawet teistą.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Komentarz do “Budując z atomu”