JA JA

7 sierpnia 2017

Biceps mi zmalał, dusza maleje, przełyk się kurczy, ręka drętwieje.

Zamęcza mnie „JA”, ciągłe o nim myślenie, męczy mnie lekki niepokój, ból gardła – myślę, że rak krtani. Męczy mnie zapętlona myśl, która odchodzi i wraca, jakby zapięta na linie bungee, odbija ze zdwojoną siłą, bije mnie w twarz.

Zamiast myśleć o innych, o czymś myśleć: o sztuce, o literaturze, o głazach i porostach, o procesach umierania klifów i świetlików, ja myślę głównie o JA. O JA, JA, JA. Bardzo to JA już poznane i przejechane, a jednak wciąż co dzień odwiedzane i rozpatrywane, jak kraina dzieciństwa i dorastania, jak Warszawa, do której się zawsze w końcu wraca, jak osiedle przy ulicy imienia architekta Stefana Bryły, przy którym mieszka matka mojej matki, na którym to osiedlu się wychowałem, i na które wciąż wracam aby odwiedzić babcię, zanieść jej wody. Takie jest to JA. Już nudne trochę i znane, a jednak wciąż, wciąż powtarzane jak mantra. Nie twierdzę, że moje JA jest już do końca wyczerpane, i nic nowego sobą nie zaprezentuje, ale niechże te JA mnie zaskoczy jakoś, pokaże coś nowego. Niechże te JA nie zapali pierdolonego papierosa przez miesiąc, niech się zajmie sprawami istotniejszymi, niech te JA się zachowa raz czule, a raz ostro i niech to JA poczuje coś nowego, niech JA przeleje 100 zł na fundację, zamiast przelewać na bar, niech JA nie pije tyle i niech JA pobiega raczej, niech to JA się wykaże, niech pokaże, to wtedy może przyznam mu znów nieco uwagi i zainteresowania, bo póki co to tylko banał, banał, banał.

 

#CZARNYKAJET

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

2 komentarze “JA JA”